Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilga. Pokaż wszystkie posty

Drżenie - Maggie Stiefvater

Tytuł oryginału: Shiver
Seria: Trylogia z Mercy Falls
Część: 1
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 440

Trylogię o wilkołakach autorstwa Maggie Stiefvater można uznać za fenomen. Wielokrotnie nagradzana, zachwalana przez wielu zachwyconych nią czytelników. Chodzą nawet pogłoski, że ma powstać ekranizacja. A wydawać by się mogło, że do tej tematyki nie da się już wnieść niczego nowego, więc wokół czego tyle szumu? 

Grace jest zafascynowana wilkami odkąd jako dziecko została przez nie pogryziona, a jeden z nich ją uratował. Uważa, że są wyjątkowe. W dodatku od tamtego wypadku każdej zimy ze skraju lasu obok jej domu obserwuje ją pewien wilk o złotożółtych oczach, by potem znikać na całe lato. Zaczyna się między nimi rodzić dziwna więź. Ona przyzwyczaja się do jego obecności do tego stopnia, że nie wyobraża sobie zimy bez „swojego” wilka, a gdy go nie widzi, tęskni za nim. Pewnego dnia szkolny kolega Grace zostaje zagryziony i ku rozpaczy Grace zostaje urządzone polowanie na wilki w okolicznych lasach, jednak ten dzień na zawsze zmieni jej życie, kiedy przed drzwiami swojego domu znajdzie rannego chłopaka o złotożółtych oczach, o imieniu Sam.

Wilkołakami opisanymi przez Maggie Stiefvater rządzi zimno. To ono sprawia, że stają się wilkami, a jego odejście pozwala im z powrotem znaleźć się w ludzkiej skórze. Jest to zupełnie nowe podejście do tego tematu, gdyż te wilkołaki w żaden sposób nie mogą same decydować o swoich przemianach, co najwyżej mogą próbować jak najdłużej bronić przed chłodem. Właśnie to stara się robić Sam gdy wreszcie udaje mu się spotkać z Grace jako człowiek. Mimo, iż nigdy wcześniej ze sobą nie rozmawiali, są sobie bliscy jakby znali się od wielu lat. Co w pewnym sensie jest prawdą.

Zaczynając czytać już po kilku stronach poczułam powiew chłodu. Pomyślałam, że ta książka byłaby idealna do czytania jesienią lub zimą, gdy za oknem szaro i mroźno, bo naprawdę idealnie oddaje ten klimat i przez moment wydało mi się absurdalne czytać tę książkę latem, a już zwłaszcza na plaży. Jednak niezwykle łatwo i szybko można wczuć się w atmosferę miasteczka Mercy Falls i nie trwało długo, żebym przestała zwracać uwagę na letnią pogodę i dała się ponieść zimie i tej fascynującej historii jaką jest „Drżenie”, które zgodnie z tytułem naprawdę potrafi wywołać drżenie ;)

Bardzo polubiłam głównych bohaterów, czyli Sama i Grace. Ich związek był dojrzały, a relacje od początku szczere. Spodobało mi się to, że gdy się spotkali, nie próbowali się od siebie oddalić, nie bronili się przed uczuciem, żeby dopiero później robić swego rodzaju ‘podchody’ by wreszcie być razem, jak to często bywa. Naprawdę dało się odczuć wiążące ich emocje, a to, że nie chcieli się rozstawać i walczyli o to by jak najdłużej być razem, by spędzać ze sobą możliwie każdą z pozostałych im chwil było absolutnie zrozumiałe. Sam i Grace byli wyraziści ale jednocześnie zwyczajni, tak, że łatwo można było się z nimi utożsamiać. W dodatku byli sobie tak bliscy chociaż bardzo się od siebie różnili. Ciekawe były również postaci drugoplanowe. Rodzice Grace zbyt zajęci sobą, by zwrócić uwagę na to co dzieje się w życiu ich córki. Oliwia i Rachel - przyjaciółki Grace, każda zupełnie inna ale jednocześnie równie bliska Grace. Nie można zapomnieć także o sforze. Dzięki opowiadaniom Sama naprawdę można było ją bliżej poznać, mimo iż kilku z jej członków w ogóle nie brało udziału w akcji. 

Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać o tej książce, ale na pewno byłyby to same pozytywy. Styl autorki zachwycił mnie, podobnie jak historia przez nią opowiedziana. A jeżeli miałabym opisać tę opowieść jednym słowem, użyłabym słowa: czarująca, bo taka właśnie ona jest. Roztacza wokół czytelnika swój czar, wciągając go w zimne lasy Mercy Falls i dając odczuć czający się gdzieś za rogiem mróz, potrafiący zniszczyć wszystko co ważne dla głównych bohaterów. 

Ja dałam się porwać tej historii i zachęcam byście zrobili to samo. Tymczasem nie mogę doczekać się kiedy przeczytam jej ciąg dalszy czyli „Niepokój”.

Numery 2. Chaos - Rachel Ward

Tytuł oryginału: Numbers.The Chaos 
Wydawnictwo: Wilga 
Stron: 380

Mówiąc szczerze po „Numerach 2” spodziewałam się powtórki z rozrywki. Powtórki schematu z części pierwszej. Jednak pani Rachel Ward mnie zaskoczyła i zaserwowała zupełnie inną historię, którą z poprzedniczką łączy tylko kilka elementów. 

Tym razem głównym bohaterem powieści jest Adam, syn Jem i Pająka, znanych nam „Numerów”, który odziedziczył po swojej matce zdolność widzenia numerów, czyli dat śmierci poszczególnych ludzi. Dodatkowo wie jak mniej więcej dana osoba umrze. Wie, czy jego śmierć będzie nagła i bolesna, czy też spokojna. Odkąd jego matka umarła mieszka ze swoja prababcią od strony taty – Val, mimo iż niezbyt dobrze się oni ze sobą dogadują. Nie ma on jednak poza nią żadnej rodziny. Adam zapisuje numery ludzi, których spotyka na swej drodze w notesie, który zawsze nosi przy sobie. W pewnym momencie orientuje się, że bardzo wielu z tych ludzi umrze w 2027 roku, na dodatek większość w Nowy Rok. A w jego i tak już skomplikowane życie niespodziewanie wkracza dziewczyna o imieniu Sara, która z niewiadomych przyczyn panicznie się go boi…

Narratorami są na zmianę Adam i Sara. Jest to o tyle ciekawe, że poznajemy wydarzenia z dwóch różnych stron, dzięki czemu o wiele łatwiej można zrozumieć zachowania obydwu bohaterów. Oboje w różny sposób uświadamiają sobie jak wielka tragedia będzie miała miejsce w Nowy Rok i po swojemu próbują ostrzec przed tym ludzi, przekazać im by wyjechali z Londynu, ale tylko wpakują się przez to w niezłe kłopoty. 

Postacie są realistyczne, nie wyidealizowane. Rzekłabym nawet, że trochę brutalne. Moim ulubieńcem zdecydowanie został Adam. Mimo, iż Sarę również polubiłam to z jego punktu widzenia wolałam poznawać wydarzenia, bardziej wczułam się w jego sytuację. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, może dlatego, że był taki impulsywny i nieprzewidywalny. Odniosłam wrażenie, że dzięki temu jego ‘relacje’ były ciekawsze.
 
Jeśli chodzi o akcję; autorka budowała napięcie praktycznie przez większość książki. Nie wiemy co się wydarzy, wiemy tylko kiedy i nie pozostaje nam nic innego jak tylko śledzić poczynania bohaterów. Nie oznacza to jednak, że nic się nie dzieje. O nie! Wartka i dynamiczna akcja utrzymuje się przez cały czas, ale to ostatnie strony połyka się w totalnie ekspresowym tempie, ponieważ co rusz zasypują one czytelnika kolejnymi zwrotami akcji, prowadząc do nagłego zakończenia. 

Tym co mnie zdecydowanie w tej książce drażniło była niezliczona ilość przekleństw używanych przez bohaterów. W poprzedniej części było podobnie i to jest chyba główna i największa wada tych książek. Ja musiałam nauczyć się je po prostu w miarę możliwości ignorować. 

Podsumowując, jak najbardziej polecam. Rachel Ward ponownie udało się stworzyć ciekawe postaci i oryginalną fabułę. Poruszyła w niej również wiele społecznych problemów. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, iż tą powieścią przebiła swój debiut. A po takim finale, z jakim zostawiła czytelnika, nie pozostawiła mu innego wyjścia jak tylko czekać na trzecią część, która 6 czerwca miała swą premierę zagranicą. 


Numery
Czas uciekać | Chaos | Przyszłość

Tunele - Roderick Gordon, Brian Williams

Tytuł oryginalny: Tunnels
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 496

Opis:
Pewnego dnia ojciec czternastoletniego Willa, archeolog, znika w nieznanym tunelu. Chłopiec postanawia zbadać tę sprawę, prosząc o pomoc swojego przyjaciela Chestera. Wkrótce trafiają głęboko pod ziemię, gdzie odkrywają mroczną i przerażającą tajemnicę. Tajemnicę, która może kosztować ich życie…

Czytając poznajemy postać Willa, jego rodzinę i Chestera – jego przyjaciela. Nie trudno się domyślić, że największą uwagę zwraca Will, w końcu to on jest tutaj głównym bohaterem. Jednak muszę powiedzieć, że wszystkie postaci są świetnie wykreowane. Każda ma swój indywidualny charakter i każda jest inna. Przez to można bardziej wczuć się w całą opowieść. Nie mamy do czynienia z płytkimi postaciami, ponieważ do samego końca nie wiadomo, czy są one tym kim nam się wydaje. Niektórzy bohaterowie od razu potrafią wzbudzić naszą sympatię, inni niechęć, a niektórzy potrafią kompletnie zaskoczyć.
Wracając do głównego bohatera. Szczerze powiedziawszy postać Willa od samego początku mnie zaintrygowała, a przede wszystkim chodzi mi o to, że jest albinosem. Nie wiem dlaczego, ale miałam niejasne przeczucie, że będzie to miało jakieś znaczenie w dalszych jego losach. Oczywiście nie zdradzę tutaj co mam na myśli. ;)
Will jest samotnikiem, rówieśnicy mu dokuczają, lecz mimo to zaprzyjaźnia się z Chesterem, który jest w podobnej sytuacji. Decyduje się nawet pokazać mu swoje dość nietypowe hobby, czyli kopanie tuneli.

Według mnie jest to bardzo dobra książka przygodowa. Jej tematyka jest oryginalna. Nie przypominam sobie innej książki w tym stylu. Autorzy wykonali kawał dobrej roboty, tworząc podziemny świat, o którym nie chcę zbyt wiele zdradzać, bo sam w sobie jest on sporym zaskoczeniem. Akcja książki jest nieprzewidywalna. Czytając byłam pewna, iż wiem jakie będzie zakończenie. Byłam tym nawet dość mocno zawiedziona, gdy jednak okazało się, że bardzo się myliłam.
Dobre jest też to, że bohaterom po drodze, nie wszystko się udaje. To sprawia, że są oni o wiele bardziej wiarygodni i prawdziwi. Jednak ja osobiście nie lubię gdy w książce bohaterom albo powodzi się ciągle źle, albo ciągle dobrze. W tym przypadku tak nie jest, ponieważ w „Tunelach” wszystko jest odpowiednio wyważone.

Podsumowując jest to świetna książka przygodowa. Jest w niej kilka naprawdę zaskakujących zwrotów akcji. Poza tym czyta się przyjemnie, pojawia się dość sporo zabawnych sytuacji. Główni bohaterowie są bardzo sympatyczni. Wszystko to sprawia, że aż chce się zapytać: co z nimi było dalej? Tym bardziej, że zakończenie aż zmusza do sięgnięcia po następną część. Polecam.

Numery - Rachel Ward

Tytuł oryginału: Numbers
Wydawnictwo:
Wilga

Liczba stron:
370

Opis:
Jak to jest znać daty śmierci wszystkich ludzi na świecie…?
Jak to jest wiedzieć, że ukochana osoba umrze już za kilka dni…?
To co widzi piętnastoletnia Jem, to dar, ale i przekleństwo. Numery są w jej głowie. Zna datę śmierci matki. Wie, kiedy w ataku terrorystów na Londyn zginą ludzie.
Nikogo nie umie obronić przed śmiercią, więc ucieka – przed rówieśnikami, policją, innymi ludźmi.
[opis pochodzi z okładki książki]


Bazą do powieści było opowiadanie, które autorka napisała najpierw, a potem wykorzystała jako pierwszy rozdział „Numerów”.  

Książka intryguje już od pierwszej strony. Poznajemy Jem, dziewczynę z problemami, która ma za sobą ciężkie dzieciństwo, bez rodziny i prawdziwej opieki. Odkąd jej matka zmarła, ciągle zmieniały się miejsca, w których mieszkała. Unika ona wszelkiego kontaktu z ludźmi, a już szczególnie nienawidzi patrzeć ludziom w oczy, bo wtedy widzi numery, czyli daty ich śmierci. Jest to zupełnie nieprawdopodobne, prawda? Jednak czytając nie odnosi się takiego wrażenia,  w jakiś sposób po prostu przyjmuje się to do wiadomości. Mimo jej odosobnienia, znajduje się ktoś kto się nią interesuje i uparcie chce zawrzeć z nią znajomość. Tym kimś jest Pająk, nazywany tak ze względu na swoje nienaturalnie długie kończyny, które są ciągle w ruchu. Nie jest on ładny i również ma problemy. Na dodatek delikatnie mówiąc brzydko pachnie. Mimo to okazuje się bardzo sympatyczną i zabawną postacią. Początkowo Jem nie ma ochoty spędzać z nim czasu, lecz pewne wydarzenia sprawiają, że wpadają w spore kłopoty i razem muszą uciekać. 

Styl pisarki jest raczej prosty, bez zawirowań, lecz przez to idealnie wpasowuje się w atmosferę powieści, bo nie jest ona zwykłą młodzieżówką. Autorka miała oryginalny pomysł. Nie jest to lekka książka, lecz jak dla mnie naprawdę bardzo dobra. Bez przesładzania pokazuje jakie życie potrafi być okrutne. Jej bohaterowie nie mają nic. Ich rzeczywistość tworzą wagary od szkoły, wulgaryzmy, narkotyki i palenie papierosów. Nie mają perspektyw na przyszłość,  nikt nie jest im przychylny. Ludzie widząc ich, chowają sobie dzieci za plecami, a i sami czym prędzej odchodzą w innym kierunku. Są wyrzutkami społeczeństwa, lecz oni jak wszyscy potrzebują czasami bliskości drugiego człowieka, nawet jeśli się do tego nie przyznają.
Towarzyszy temu od początku rozwijająca się i zaskakująca akcja, do tego jeszcze zakończenie, które jest jednym z najbardziej przejmujących, które ostatnio mogłam przeczytać. Ostatnie strony dosłownie połknęłam. Przez moment myślałam, że wiem jak to się skończy, lecz po chwili okazywało się, że ani trochę nie miałam racji. 

Okładka bardzo mi się podoba. Uważam, że jest ciekawie zrobiona. Zarówno z przodu jak i z tyłu są malutkie cyferki, których na pierwszy rzut oka nie widać. Liczby są także wewnątrz książki.

Podsumowując zdecydowanie POLECAM :) 


Numery
Czas uciekać | Chaos | Przyszłość

Deklaracja - Gemma Malley

Tytuł oryginału: The Declaration
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 311

Opis:
A gdybyście wy byli nadmiarami w świecie legalnych ludzi?
Gdybyście nie mieli prawa żyć.
Gdybyście byli zamknięci w zakładzie dla nadmiarów i nie znali świata za murami.
Gdybyście uwierzyli, że nie macie żadnych praw i możecie tylko służyć innym.
A gdyby wtedy zjawił się ktoś, kto opowiedziałby wam o prawdziwym życiu.
Gdyby przekonał was, że Ziemia jest dla wszystkich ludzi a wy nie jesteście nadmiarami skoro ktoś was kocha i potrzebuje…
Czy tak będzie wyglądać świat w przyszłości?
[opis pochodzi z okładki książki]


Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie od pierwszej chwili gdy zaczęłam ją czytać. Taka wizja przyszłości naprawdę mnie przeraziła. 

Akcja książki rozgrywa się w 2140r. Główną bohaterką jest nadmiar Anna, która do ośrodka dla nadmiarów trafiła gdy miała zaledwie 2 lata. Na początku poznajemy ją jako dziewczynę prawie 15-letnią w pełni pogodzoną ze swoim życiem, z tym kim jest i że wcale nie powinno jej być na świecie. Ona nie myśli, że zamykanie dzieci w zamkniętym ośrodku jest złe i niesprawiedliwe. Dla Anny to jest jak najbardziej właściwe, a kary (bicie, izolatka), które dostaje za nieposłuszeństwo według niej i tak nie wynagrodzą Matce Naturze jej istnienia. Do tego nienawidzi swoich rodziców, bo wmówiono jej, że są egoistami i przestępcami. 

Nadmiary muszą nauczyć się był Użytecznymi i znać Swoje Miejsce. Nie mają prywatności, muszą chodzić z opuszczonymi głowami żeby tylko nie rzucać się w oczy, a przy tym wykonywać wszelkie możliwe obowiązki. Sytuacja głównej bohaterki - Anny zmienia się całkowicie gdy do ośrodka trafia nowy nadmiar 15-letni Peter. Jest to o tyle dziwne, że nigdy wcześniej żaden nowy nadmiar nie miał aż tylu lat, gdy go tam przywieziono. Oznacza to, że wie on dużo ożyciu na zewnątrz. Sprawia kłopoty instruktorom i przełożonej, a do Anny zwraca się nazwiskiem (nadmiary znają tylko swoje jedno imię), i mówi, że zna jej rodziców. 

A wszystko to za sprawą tytułowej deklaracji, na której podstawie nie można mieć dzieci chyba, że zrezygnuje się z długowieczności, albo jeden z rodziców umrze – wtedy dziecko przestaje być nadmiarem. Na dodatek po świecie chodzą sami starsi ludzie, bo rzadko zdarzają się osoby, które chcą dokonać Rezygnacji. A „nielegalne” dzieci są wyłapywane i zamykane w ośrodkach dla nadmiarów, ponieważ „szczęśliwcom” którzy pojawili się na świecie wcześniej jest tak wygodniej, bo mają swoich służących, a skoro nie ma młodych ludzi nikt nie ma nowych pomysłów i nie wprowadza zmian w ich jakże beztroskie życie. 

Teraz kilka słów o bohaterach. Najbardziej polubiłam Petera. Anna też jest ciekawą postacią,mimo, że ciągle myślała o tym aby stać się „wartościowym zasobem” potrafiła w końcu przełamać się i zmienić sposób myślenia. Pojawia się też wątek przełożonej zakładu pani Pincent, jej nielegalnych metod karania nadmiarów, a nawet pozbywania się ich. Skrywa ona też pewną tajemnicę, ale tego nie zdradzę.

Uważam, że książka jest naprawdę warta przeczytania. Wszystko co jest w niej ukazane jest takie realistyczne, że aż zaczęłam się obawiać tego, że taka przyszłość jest możliwa.  Bo tak naprawdę  nie wiadomo jak będzie wyglądał świat w przyszłości. Nauka się cały czas rozwija, więc kto wie do czego dotrze w swoich badaniach i eksperymentach?

Okładka książki jest dla mnie idealna, wręcz śliczna! Bardzo mi się ona podoba.

Podsumowując: interesująca książka. Polecam!

Okup drapieżców - Emily Diamand

Tytuł oryginału: Reavers' Ransom
Wydawnictwo: Wilga
Stron:
450

Opis:
Zatopiona Anglia 2216 rok…
Wszystko jest inne. Londyn to miasto biedaków.
Mocarstwem jest Większa Szkocja.
Na morzu prym wiodą drapieżcy.
Ludzie żyją bez technologii i komputerów.
Gdy porwana zostaje córka premiera, na pomoc dziewczynce wyrusza trzynastoletnia Lilly Melkun, właścicielka niezwykłego kota morskiego. Jako okup chce ofiarować drapieżcom stary i bardzo cenny klejnot. Uważaj Lilly! Ten klejnot to tak naprawdę…
Brzmi ciekawie, prawda?
A to dlatego, że takiej historii jeszcze nie było.
Nic dziwnego, że książka zwyciężyła w konkursie The Times na najlepszą książkę młodzieżową fantasy.
[opis pochodzi z okładki książki]

Książka naprawdę fajna. Nie mam co do niej żadnych zastrzeżeń. Czyta się ją bardzo przyjemnie i przede wszystkim szybko, ponieważ jest pisana dość dużą czcionką. Autorka pisze lekko, nieskomplikowanie, przeplata ze sobą wątki zabawny i takie bardziej przygodowe. Poza tym miała ciekawy i taki świeży i pomysł na książkę. Uważam, że zasłużyła na nagrodę, która za tę książkę otrzymała.

Lilly główna bohaterka, jest rybacką dziewczyną - sierotą, którą wybrał kot morski na swoją właścicielkę. Warto dodać, że kot morski to taki, który doskonale zna się na żeglowaniu i łowieniu ryb, wyczuwa zmiany pogody, złe okolice i inne nieprzyjemności.  Jak on to przekazuje człowiekowi? Nie mówi. Wydaje takie dźwięki jak każdy kot, czyli miauczy, syczy i mruczy. To jego właściciel musi umieć odczytać jego zachowanie,wiedzieć kiedy jest zaniepokojony, a kiedy zadowolony. 

Wracając do powieści. Wszystko zaczyna się w momencie gdy Lilly wraz z kotem wraca z nieudanego połowu do swojej wioski. Zastaje doszczętnie zniszczone łodzie, a jedyną osobą, którą drapieżcy zabili podczas napadu jest jej babcia. Do tego porwali jeszcze córkę premiera przebywającą na wakacjach u swojej cioci.

Ciekawą rzeczą jest to, że rozdziały raz pisane są ze strony Lilly, a raz Zepha,syna szefa drapieżców, który tak naprawdę nie jest zły. Polubiłam tych bohaterów. Zepha nawet bardziej; podobały mi się jego wypowiedzi i przechwalanie się, że jego ojciec jest „szefem szefów wszystkich rodzin”. Rozmowy Lilly i Zepha, szczególnie gdy on myślał, że Lilly to Lilo były momentami naprawdę genialne. W książce cały czas jest akcja, ciągle coś się dzieje. Jak dla mnie była to świetna powieść przygoda. Do tego bardzo podobało mi się to, że dzieje się ona w przyszłości innej niż ta często pokazywana w książkach lub filmach. Nie ma tam rozbudowanych technologii, a wszystkie komputery (no może nie wszystkie, ale szczegółów nie zdradzę : )) zginęły w czasie Upadku. A ludzie opowiadają sobie o nich legendy i wierzą, że to były jakieś demony! Lecz zanim upadły, zdążyły się rozwinąć do miary sztucznej inteligencji. Londyn jest w większości pod wodą, wszędzie wokół niego są bagna,a ludzie poruszają się w nim po zbudowanych drewnianych pomostach.
Dodam jeszcze coś o okładce. Bardzo mi się ona podoba, oddaje klimat książki i pasuje do opisu.

Podsumowując: bardzo polecam. Ja bardzo chętnie sięgnę po następną część jeśli taka się ukaże.

Uprowadzona - Lucy Christopher

Tytuł oryginału: Stolen
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 328

Opis:
Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie.
Tak, tobie też.
Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę.
Przystojniak, który proponuje ci kawę.
A po chwili jesteś na końcu świata,
zdana na łaskę i niełaskę porywacza.
Czy przetrwasz?
Czy wrócisz do swojego życia?
A co będzie, jeśli się zakochasz…?

[opis pochodzi z okładki książki] 

Gdy tylko przeczytałam opis tej książki, pomyślałam, że warto byłoby ją przeczytać. Tak więc zrobiłam. Chociaż po opisie spodziewałam się czegoś trochę innego, nie zawiodłam się.

Pierwszą rzeczą, którą zauważyłam gdy zaczęłam czytać był sposób jej pisania, według mnie nietypowy. Dokładniej mówiąc książka jest takim jakby listem pisanym przez Gemmę czyli główną bohaterkę do Tylera – jej porywacza. Chwilę trwało zanim się do tego przyzwyczaiłam, lecz dalej to już nie przeszkadza, a nawet trochę intryguje – ciągle zastanawiałam się czy autorka obrała sobie po prostu taki sposób pisania, czy to zjawisko będzie miało jakieś wyjaśnienie? Jak faktycznie jest nie zdradzę, żeby nie psuć wam przyjemności z czytania. 
Po okładce spodziewałam się czegoś zupełnie innego, myślałam różowa okładka, to i pewnie książka o słodkiej nastolatce, ale jak to mówią nie należy oceniać książki po okładce. Myliłam się.

Książka opowiada o dziewczynie i o jej porwaniu z lotniska, gdzie razem z rodzicami czekała na samolot. W momencie gdy poszła kupić kawę, spotkała chłopaka, który od razu się nią zainteresował.Dlaczego? Nie wiadomo. Mija kilka chwil gdy dziewczyna jest już oszołomiona po jakimś środku, nie wie co się z nią dzieje. Świadomość odzyskuje w pokoju  domu zbudowanego z drewna, za oknem słońce bezlitośnie świeci, wszędzie wokół widzi czerwony pustynny piasek , a jedyną osobą , która jest tam z nią jest właśnie Tyler. Czytając stopniowo poznajemy go, z różnych stron, dowiadujemy się jakie były prawdziwe powody uprowadzenia Gemmy, tak, że na końcu sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Może to porwanie nie było jednak na swój sposób złe? Wszystko co prowadzi do zakończenia jest zaskakujące i sprawia, że naprawdę nie idzie się oderwać. Do końca nie wiadomo czego się spodziewać. Lecz miałam nadzieję na inne zakończenie, nie jest ono ani złe ani dobre. Pewna kwestia pozostała otwarta, a ja wolałabym jednak wiedzieć co się stało dalej.

Podsumowując polecam. Nie jest to typowa powieść dla nastolatek, każdy znajdzie coś dla siebie, niektóre momenty naprawdę poruszają i zaskakują czytelnika. Niebanalna fabuła. A wszystko opowiedziane w ciekawy sposób.

Copyright © 2014 sekrety książek , Blogger