Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

Wyznania zakupoholiczki - Sophie Kinsella + Kwestia audiobooków

Lektor: Edyta Jungowska
Wydawca: Świat Książki
Czas (min): 614


Otwarcie przyznaję się do tego, że nie przepadam za ebookami. Ale co z popularnymi ostatnimi czasy audiobookami? Jako, że nie miałam z nimi wcześniej do czynienia, gdy dostałam od serwisu Audeo.pl propozycję zrecenzowania wybranego audiobooka, postanowiłam spróbować i przekonać się na własnej skórze. Zdecydowałam się na audiobook „Wyznania zakupoholiczki”, ponieważ oglądałam już wcześniej ten film i wiedziałam czego się spodziewać, a nie chciałam by przypadkiem moje wrażenia z słuchania zepsuła książka, która mi się nie spodoba. Poza tym zwariowane perypetie głównej bohaterki - Beckie, są lekką, wręcz banalną rozrywką, doskonałą dla zabicia czasu, a tego właśnie od audiobooka oczekiwałam. 

Rebeka Bloomwood kocha wydawać pieniądze, nie byłoby w tym pewnie nic złego gdyby nie miała debetu na koncie. Pracuje jako dziennikarka zajmująca się sprawami finansowymi, chociaż nie ma o tym zielonego pojęcia. Ciągle docierają do niej upomnienia z banku, a ona wymyśla coraz to nowe wymówki i nie odmawia sobie pokusy skorzystania z kolejnych promocji i wyprzedaży…


Książka jak książka. Pewnie większość z was oglądała film, albo czytała książkę, a może jedno i drugie, dlatego też nie zamierzam się na niej zbytnio skupiać. Jak już wspomniałam, nie wymaga ona szczególnej uwagi, dobrze nadaje się do podczytywania w wolnych chwilach, gdy nie możemy poświęcić zbyt wiele czasu na lekturę. Ot zwykła, przewidywalna obyczajowa kobieca literatura, po której nie należy spodziewać się czegoś odkrywczego. I jako taka swoje zadanie spełnia ona całkiem nieźle. Chociaż mnie momentami zaczynały już działać na nerwy bardzo „inteligentne” przemyślenia Rebeki na temat tego, gdzie widziała coś niesamowitego i co oszałamiającego ostatnio kupiła, jednak mogę przymknąć na to oko, zważając na wiele zabawnych sytuacji, które wiązały się z zakupoholizmem głównej bohaterki ;)

Przejdźmy do tego, na co chciałam szczególnie zwrócić uwagę w tej recenzji, a mianowicie do kwestii audiobooków. Czytająca „Wyznania zakupoholiczki” Edyta Jungowska moim zdaniem spisała się znakomicie. Rewelacyjnie wcieliła się w rolę Beckie, przez nią główna bohaterka zdawała się ciekawsza. Jej „gra głosem” była po prostu niesamowita. Przyjemnością było słuchanie czytanej przez nią książki. Dlatego jeśli ktoś z Was będzie kiedyś zastanawiał się nad jakimkolwiek audiobookiem w wykonaniu tej pani, akurat o tą kwestię w zupełności nie musi się martwić. 

Audiobooki są idealne dla zapracowanych, ponieważ zawsze podczas słuchania można wykonywać inne czynności, co nie jest możliwe z normalną książką. Książki w takim wydaniu świetnie sprawdzą się w przypadku osób spędzających wiele godzin za kierownicą. Jednak by uwydatnić sens istnienia audiobooków, wystarczy wspomnieć o ludziach niewidomych, lub po prostu mających problemy ze wzrokiem, a także niepełnosprawnych nie mogących sięgnąć po tradycyjne książki. Audioksiążki stwarzają im niepowtarzalną okazję do zagłębienia się w magiczny świat literatury, co inaczej nie byłoby możliwe. 

A co ja sądzę na ten temat? Moim zdaniem, to rewelacyjna sprawa jednak niekoniecznie dla mnie. Ja mimo wszystko znacznie bardziej wolę w słuchawkach słyszeć muzykę, a książkę mieć przed sobą. W czasie, w którym słuchałam audiobooka równie dobrze mogłabym sięgnąć po zwykłą książkę, dlatego póki co, akurat w moim przypadku nie mają one szczególnej racji bytu. Czy jeszcze kiedyś sięgnę po audiobook? Nie planuję tego robić w najbliższej przyszłości, jednak jak to mówią „nigdy nie mów nigdy” ;)

Jakie jest Wasze zdanie na temat audiobooków?

Szczeniak. Jak labrador ocalił chłopca z ADHD - Liam Creed

 
Tytuł oryginału: A Puppy Called Aero
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Stron: 288


Często na widok kogoś o niespożytej energii, kogoś kto nie potrafi usiedzieć w miejscu nawet przez chwilę, mówimy w żartach „On to na pewno ma ADHD”. Lecz czy tak naprawdę zdajemy sobie sprawę czym właściwie jest ADHD? Ta choroba potrafi przysporzyć wielu kłopotów i zmartwień , na dodatek często spotyka się z niezrozumieniem i brakiem wyrozumiałości ze strony społeczeństwa, a wszystko dlatego, że jej objawy równie dobrze można przypisać wielu innym trudnym dzieciakom i nastolatkom.

Głównym bohaterem i zarazem narratorem książki, o której mowa jest Liam Creed; nastolatek, który cierpi właśnie na tę chorobę. Już od najwcześniejszych lat przysparzał swoim rodzicom niemało zmartwień. Niszczył co popadło. Był agresywny. Wdawał się w bójki. Nie miał kolegów, ponieważ wszystkich naokoło do siebie zniechęcał. Wiele osób spisało go na straty, przyklejając mu etykietkę  - trudny. Bardzo łatwo jest nazwać kogoś trudnym nie wiedząc na czym tak naprawdę polega jego problem. Jednak w wieku 8 lat zdiagnozowano u niego ADHD – zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Ta diagnoza spłynęła na jego rodziców jak olbrzymia fala ulgi. Wreszcie wiedzieli co jest nie tak z ich synem, dlaczego nie można nad nim zapanować. W tym przypadku słowo ‘choroba’ było swego rodzaju wybawieniem. Chłopcu przypisano leki, które pomogły w jakimś stopniu stłumić jego złe zachowania, jednak Liam nadal pozostał tym samym chłopcem, z którym nikt nie mógł sobie poradzić. Przełom w jego życiu nastąpił w momencie gdy wychowawca wysunął jego kandydaturę do udziału w filmie dokumentalnym, mającym pokazać wybraną piątkę trudnych nastolatków, pracujących w ośrodku szkolenia psów dla niepełnosprawnych. Liam w tam tym czasie zamęczał swoich rodziców błaganiami o psa dlatego ta możliwość była dla niego szansą na spełnienie swego marzenia przynajmniej w pewnym stopniu. Dodatkową atrakcją w jego mniemaniu było zdobycie lokalnej sławy i oczywiście możliwość oderwania się od szkoły raz w tygodniu za sprawą wyjazdu do ośrodka szkoleniowego Canine Partners. To jakie oczekiwania wobec tego programu miał na początku Liam doskonale świadczy o tym jaką był osobą zanim przystąpił do tego programu.

Na początku nie było mu lekko. Otaczające kamery z pewnością nie są czymś co dodaje człowiekowi śmiałości i pewności siebie, a Liam wbrew pozorom był bardzo nieśmiałą osobą w kontaktach z obcymi. Jego linię obrony stanowiło zazwyczaj wulgarne i lekceważące zachowanie. Jedynym co mu się spodobało podczas pierwszego dnia w Canine Partners był pies, który został mu przypisany do szkolenia. Młody, bardzo energiczny i żywiołowy Labrador Retriever o imieniu Aero. Chociaż na początku Liam nie bardzo wiedział jak się z nim obchodzić, od razu poczuł, że mają ze sobą wiele wspólnego i że na pewno się ze sobą zaprzyjaźnią. Tak właśnie się stało. Aero odmienił całe jego życie, sprawił, że stało się lepsze. Pod jego wpływem chłopak zmienił się nie do poznania.

Podobno każdy chory na ADHD ma swój ‘efekt och’, który sprawia, że chory potrafi się na czymś skupić, bezinteresownie się czemuś oddać. W przypadku Liama były to dzieci i oczywiście psy. Gdy jego siostra była mała chętnie się nią zajmował, bez najmniejszego skrzywienia przewijał ją, a był przy tym tak czuły i cierpliwy, że jego mama nie mogła wyjść z podziwu. Dokładnie tak samo było z psami. Gdy na co dzień nie grzeszył cierpliwością, dla swojego przyjaciela Aero miał jej pod dostatkiem. Nie zrażały go niepowodzenia, był za to bardzo dumny z siebie i psa kiedy coś im się udawało. Nic więc dziwnego, że wkrótce stało się to najważniejszym punktem w jego życiu i niecierpliwie czekał na każdy dzień w ośrodku.

„Dla normalnego człowieka zabrzmi to jak totalny odpał, no ale Aero był moim najlepszym kumplem i zarazem punktem odniesienia. W końcu my też jesteśmy zwierzętami: może porozumiewamy się w sposób odrobinę bardziej wyszukany, ale w gruncie rzeczy nie różni się on szczególnie od mowy psów. One są co najwyżej bardziej pewne siebie i nie dzielą włosa na czworo – to tacy ludzie, tylko mniej skomplikowani. I bardziej owłosieni.”*

Największą zaletą tej książki jest fakt, iż wszystkie wydarzenia poznajemy z punktu widzenia osoby będącej cały czas w centrum uwagi czyli Liama. Autor przysługuje się prostym językiem, typowym dla 17, 18-latka. Z częstych wtrąceń w jego wypowiedziach łatwo wywnioskować, że mamy do czynienia z osobą bardzo pobudzoną. Dzięki temu łatwo można się wczuć w jego sytuację. Przypuszczam, że gdyby opowiadał o tym jakiś postronny obserwator cała ta historia nie była by aż tak interesująca. Z przyjemnością i uśmiechem na ustach czyta się o życiowych perypetiach, rozterkach i drodze do dorosłości głównego bohatera.  Życie Liama obfituje w wiele słodko-gorzkich chwil, ale bezcenne są przede wszystkim jego bezpośrednie, często bardzo zabawne komentarze do wielu tego typu sytuacji.

„Przewodzimy stawce? Chyba oślej ławce. Na myśl, że ktoś mógł uważać mnie za mistrza, uśmiechnąłem się rozanielony. To był najlepszy moment, żeby dać się sfilmować, ale kiedy tylko przeżywałem coś niebywałego, ludzie od produkcji byli na kawie albo przerwie obiadowej.”**

Książkę z całego serca polecam, jest to naprawdę ciepła i miła opowieść o tym jak pies potrafi odmienić życie człowieka. Jednak polecam ją nie tylko miłośnikom zwierząt, może się spodobać każdemu. Zainteresuje ona także z pewnością osoby, interesują się psychologią. Mimo iż, jestem wielbicielką psów w przypadku tej książki do jej przeczytania bardziej skłoniła mnie chęć poznania ADHD od drugiej strony. Nie zawiodłam się.
 

*str.191
*str. 224

Numery 2. Chaos - Rachel Ward

Tytuł oryginału: Numbers.The Chaos 
Wydawnictwo: Wilga 
Stron: 380

Mówiąc szczerze po „Numerach 2” spodziewałam się powtórki z rozrywki. Powtórki schematu z części pierwszej. Jednak pani Rachel Ward mnie zaskoczyła i zaserwowała zupełnie inną historię, którą z poprzedniczką łączy tylko kilka elementów. 

Tym razem głównym bohaterem powieści jest Adam, syn Jem i Pająka, znanych nam „Numerów”, który odziedziczył po swojej matce zdolność widzenia numerów, czyli dat śmierci poszczególnych ludzi. Dodatkowo wie jak mniej więcej dana osoba umrze. Wie, czy jego śmierć będzie nagła i bolesna, czy też spokojna. Odkąd jego matka umarła mieszka ze swoja prababcią od strony taty – Val, mimo iż niezbyt dobrze się oni ze sobą dogadują. Nie ma on jednak poza nią żadnej rodziny. Adam zapisuje numery ludzi, których spotyka na swej drodze w notesie, który zawsze nosi przy sobie. W pewnym momencie orientuje się, że bardzo wielu z tych ludzi umrze w 2027 roku, na dodatek większość w Nowy Rok. A w jego i tak już skomplikowane życie niespodziewanie wkracza dziewczyna o imieniu Sara, która z niewiadomych przyczyn panicznie się go boi…

Narratorami są na zmianę Adam i Sara. Jest to o tyle ciekawe, że poznajemy wydarzenia z dwóch różnych stron, dzięki czemu o wiele łatwiej można zrozumieć zachowania obydwu bohaterów. Oboje w różny sposób uświadamiają sobie jak wielka tragedia będzie miała miejsce w Nowy Rok i po swojemu próbują ostrzec przed tym ludzi, przekazać im by wyjechali z Londynu, ale tylko wpakują się przez to w niezłe kłopoty. 

Postacie są realistyczne, nie wyidealizowane. Rzekłabym nawet, że trochę brutalne. Moim ulubieńcem zdecydowanie został Adam. Mimo, iż Sarę również polubiłam to z jego punktu widzenia wolałam poznawać wydarzenia, bardziej wczułam się w jego sytuację. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, może dlatego, że był taki impulsywny i nieprzewidywalny. Odniosłam wrażenie, że dzięki temu jego ‘relacje’ były ciekawsze.
 
Jeśli chodzi o akcję; autorka budowała napięcie praktycznie przez większość książki. Nie wiemy co się wydarzy, wiemy tylko kiedy i nie pozostaje nam nic innego jak tylko śledzić poczynania bohaterów. Nie oznacza to jednak, że nic się nie dzieje. O nie! Wartka i dynamiczna akcja utrzymuje się przez cały czas, ale to ostatnie strony połyka się w totalnie ekspresowym tempie, ponieważ co rusz zasypują one czytelnika kolejnymi zwrotami akcji, prowadząc do nagłego zakończenia. 

Tym co mnie zdecydowanie w tej książce drażniło była niezliczona ilość przekleństw używanych przez bohaterów. W poprzedniej części było podobnie i to jest chyba główna i największa wada tych książek. Ja musiałam nauczyć się je po prostu w miarę możliwości ignorować. 

Podsumowując, jak najbardziej polecam. Rachel Ward ponownie udało się stworzyć ciekawe postaci i oryginalną fabułę. Poruszyła w niej również wiele społecznych problemów. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, iż tą powieścią przebiła swój debiut. A po takim finale, z jakim zostawiła czytelnika, nie pozostawiła mu innego wyjścia jak tylko czekać na trzecią część, która 6 czerwca miała swą premierę zagranicą. 


Numery
Czas uciekać | Chaos | Przyszłość

Żyjący z wilkami - Shaun Ellis, Penny Junor

Tytuł oryginału: The Man Who Lives With Wolves
Wydawnictwo: W.A.B.
Stron: 344

Gdyby ktoś powiedział mi, że chce zamieszkać w lesie i przez przeszło rok żywić się tym co uda mu się upolować, pomyślałabym pewnie, że musi być z nim coś nie tak. A gdyby dodał jeszcze, że chce dołączyć do watahy dzikich wilków uznałabym, że mu odbiło. Okazuje się jednak, że wcale nie jest to takie niewykonalne jakby się mogło wydawać. Człowiekiem, który tego dokonał jest Shaun Ellis, który wychował się na angielskiej wsi. Może gdyby był Indianinem jego zachowanie byłoby trochę bardziej zrozumiałe. Nie od dziś wiadomo, że Indianie zawsze byli blisko związani ze zwierzętami i do dziś darzą je ogromnym szacunkiem. Jednak Shaun Ellis jest z krwi i kości Anglikiem, a jego wielka fascynacja zwierzętami pojawiła się już we wczesnym dzieciństwie. Jak na ironię gdy był mały, śmiertelnie bał się wilków. Dopiero w wieku dorosłym przezwyciężył tę niechęć, która w krótkim czasie zamieniła się w miłość.

Czytanie książki „Żyjący z wilkami” można porównać do oglądania dobrego filmu dokumentalnego. Shaun Ellis z pomocą dziennikarki Penny Junor opowiada historię swojego życia, fascynująco opisując przy tym czas spędzany z wilkami. Czytając naprawdę można odczuć miłość jaką Shaun Ellis darzy te zwierzęta. Pierwsze spotkanie z nimi stanowiło punkt zwrotny w jego życiu. Odtąd większość rzeczy, które robił, robił z myślą o wilkach, a gdy nie mógł z nimi być, nie przestawał o nich myśleć. Wilcza wataha stała się jego rodziną, która była dla niego ważniejsza niż własne dzieci.

Wilkami nigdy specjalnie się nie interesowałam, jednak z racji tego, że są one bliskimi krewnymi psów, nie mogłabym nie darzyć ich sympatią. Z przyjemnością przeczytałam więc opowieść napisaną przez człowieka totalnie zakręconego na ich punkcie. Niesamowite jest to, że odważył się wbrew sceptycznemu nastawieniu wielu ludzi do tego eksperymentu, zaryzykować życie i wkroczyć w szeregi wilków. Mimo chwil zwątpienia dał się poznać wilkom, które w końcu przyjęły go do swojej watahy, ale zanim to nastąpiło musiał przejść długi i bolesny test zaufania. 

„Uświadomiłem sobie, że wilk najpierw sprawdza, czy przybyszowi można zaufać  – a jedyną metodą, żeby się o tym przekonać, jest ugryźć obcego. Zbliżający się wilk natychmiast odsłania czułą okolicę krtani, dając w ten sposób do zrozumienia, że ma pokojowe zamiary. Osobnik o ustalonej pozycji w stadzie będzie okazywał swą dominację, dopóki nie uzna, że przybysz nie jest groźny. Gdybym poderwał się z miejsca lub krzyknął, pewnie byłoby już po mnie."*

Nie zraził go brak kąpieli, konieczność noszenia tego samego ubrania przez cały ten czas ani nawet jedzenie surowego mięsa. To wszystko świadczy o jego wyjątkowo silnym charakterze. Był pierwszym człowiekiem, który się na to odważył i dziś wie o wiele więcej o naturze wilków i ich zachowaniu niż większość naukowców.


Świetnym dodatkiem i urozmaiceniem są zamieszczone w książce zdjęcia. Ciekawostką jest także fakt, iż Shaun Ellis kilkakrotnie odwiedził Polskę by pomóc gospodarzom, których zwierzęta były atakowane przez wilki.

Jeżeli interesują Was zwierzęta a zwłaszcza wilki lub psy, to książka dla Was. Dlaczego psy, skoro cały czas była mowa o wilkach? Dlatego, że autor dość często porównuje psie zachowania z wilczymi, co jest bardzo ciekawe. Ja cieszę się, że mogłam tę książkę przeczytać, ponieważ dzięki temu dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy o wilkach i nie ukrywam, że dzięki tej lekturze w jakiś sposób zmienił się mój stosunek do tych zwierząt. Choć zawsze to wiedziałam, dopiero teraz w pełni uświadomiłam sobie jak bardzo inteligentne i mądre są wilki.

„Wilk był duży i silny – poczułem się jak piłka do rugby, rozgrywana przez trzech zawodników równocześnie. Byłem w szoku. Leżałem bez tchu i nie mogłem się ruszyć. […] Nagle mnie olśniło. Wilk nie chciał zrobić mi krzywdy. Wręcz przeciwnie: gdybym zszedł w to miejsce trzy kwadranse wcześniej, grizzly by mnie dopadł. Wilk ocalił mnie przed pewną śmiercią, a przy okazji zataił przed niedźwiedziem istnienie szczeniąt i nory. Zawdzięczałem mu życie.”**



*Cytat pochodzi ze strony 71
**Cytat pochodzi ze strony 158 i 160
Pochodzenie fotografii: http://zatma.org/Dharma/zbohy/Literature/essays/uyc/03282010.html

Radleyowie - Matt Haig

Tytuł oryginału: The Radleys
Wydawnictwo: Świat Książki 
Stron: 352

Można mieszkać tuż obok rodziny wampirów i nie mieć pojęcia, że ludzie, których macie za sąsiadów, w głębi duszy chcą wam wyssać krew z żył. Jest to tym bardziej możliwe, jeżeli połowa wyżej wymienionej rodziny sama nie zdaje sobie z tego sprawy.*

Zastanawialiście się kiedyś nad możliwością, że wasi sąsiedzi są wampirami? Ja też nie, ale po przeczytaniu „Radleyów” odnosi się wrażenie, że wszystko jest możliwe. Tytułowa rodzina na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest zupełnie przeciętna. Rodzice i dwoje dzieci mieszkają sobie w spokojnym miasteczku w zadbanym domu, a na ich podjeździe stoi rodzinny minivan. Rodzina jak każda inna? Niekoniecznie. Ukrywają oni krwawy sekret, o którego istnieniu nie wiedzą nawet wszyscy członkowie tej rodziny. Ich życie toczy się tak jak powinno, czyli monotonnie i bez zbędnych rewelacji dopóki ich córka w akcie obrony nie napada na pewnego nachalnego kolegę…

Dawno żadna książka tyle razy nie wywołała na mojej twarzy uśmiechu i nie sprawiła, że naprawdę miałam ochotę się roześmiać. „Radleyowie” zupełnie różnią się od wszystkich książek o wampirach, które miałam okazję przeczytać. Autor pokazał wampiry w całkowicie inny sposób. Czytając poczułam totalny powiew świeżości. Książka przede wszystkim nie opiera się na ostatnio bardzo popularnym wątku – dziewczyna poznaje tajemniczego chłopaka, a on okazuje się być wiadomo kim. Widać, że autor nie opierał się na żadnych określonych schematach. I wielkie dzięki panu Mattowi Haigowi za to! Podkreśla to nawet postawa jednego z bohaterów – Willa czyli ekscentrycznego wujka, który mówi:

Wampirem? Takie prowokacyjne słowo, kojarzy się tyloma banałami i powieścidłami dla nastolatek. Ale tak, obawiam się, że jestem. Stuprocentowo sprawnym wampirem.**

Postaci są bardzo różnorodne i naprawdę ciekawe. Niektóre budzą sympatię inne nie, jedne rozbawiają natomiast zadaniem drugich jest trochę poirytować czytelnika.  Wydarzenia poznajemy z wielu punktów widzenia. Akcja toczy się szybko, towarzyszą jej liczne zwroty akcji, które często są zabawne. Pojawia się dużo rozmaitych wątków tak więc czytając nie sposób się nudzić.

Bardzo spodobał mi się styl jakim posługuje się autor. Pisząc ironicznie stworzył świetną trochę groteskową i satyryczną komedię. Z tyłu okładki w krótkiej informacji o tym pisarzu jest wzmianka o tym, że napisał bestseller „The Last Family in England”, którego narratorem jest labrador. Żałuję, że ta książka nie ukazała się jeszcze w Polsce, ale gdy tylko to nastąpi, a mam nadzieję, że tak się niedługo stanie, na pewno po nią sięgnę.

Ciekawostką, o której warto wspomnieć jest również „Glosariusz abstynenta” znajdujący się na końcu książki, z którego można dowiedzieć się co oznaczają różne określenia związane z wampirami takie jak hemipnoza, PŻK, laluś czy syrkacz. Intrygująca jest również lista znanych ludzi, którzy według tej powieści byli wampirami, a na której znajdują się osoby takie jak m.in.: Homer, Bram Stoker, Jimi Hendrix i Byron :)

Podsumowując, naprawdę polecam. Ja poznając perypetie zakręconej rodzinki Radleyów bawiłam się świetnie.


*Matt Haig "Radleyowie" str. 159
**Matt Haig "Radleyowie" str. 108



____________________________________________________________________________________________________________

Dostałam się do tej mojej wymarzonej klasy! Byłam kompletnie zaskoczona tym, że miałam trzecie miejsce na liście przyjętych. :)

Tak właściwie to dostałam się do obydwu liceów, do których złożyłam podania.
Teraz przez całe wakacje będę się zastanawiać jaka klasa mi się trafi. Mam nadzieję, że poznam w niej wiele ciekawych osób.

Tunele - Roderick Gordon, Brian Williams

Tytuł oryginalny: Tunnels
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 496

Opis:
Pewnego dnia ojciec czternastoletniego Willa, archeolog, znika w nieznanym tunelu. Chłopiec postanawia zbadać tę sprawę, prosząc o pomoc swojego przyjaciela Chestera. Wkrótce trafiają głęboko pod ziemię, gdzie odkrywają mroczną i przerażającą tajemnicę. Tajemnicę, która może kosztować ich życie…

Czytając poznajemy postać Willa, jego rodzinę i Chestera – jego przyjaciela. Nie trudno się domyślić, że największą uwagę zwraca Will, w końcu to on jest tutaj głównym bohaterem. Jednak muszę powiedzieć, że wszystkie postaci są świetnie wykreowane. Każda ma swój indywidualny charakter i każda jest inna. Przez to można bardziej wczuć się w całą opowieść. Nie mamy do czynienia z płytkimi postaciami, ponieważ do samego końca nie wiadomo, czy są one tym kim nam się wydaje. Niektórzy bohaterowie od razu potrafią wzbudzić naszą sympatię, inni niechęć, a niektórzy potrafią kompletnie zaskoczyć.
Wracając do głównego bohatera. Szczerze powiedziawszy postać Willa od samego początku mnie zaintrygowała, a przede wszystkim chodzi mi o to, że jest albinosem. Nie wiem dlaczego, ale miałam niejasne przeczucie, że będzie to miało jakieś znaczenie w dalszych jego losach. Oczywiście nie zdradzę tutaj co mam na myśli. ;)
Will jest samotnikiem, rówieśnicy mu dokuczają, lecz mimo to zaprzyjaźnia się z Chesterem, który jest w podobnej sytuacji. Decyduje się nawet pokazać mu swoje dość nietypowe hobby, czyli kopanie tuneli.

Według mnie jest to bardzo dobra książka przygodowa. Jej tematyka jest oryginalna. Nie przypominam sobie innej książki w tym stylu. Autorzy wykonali kawał dobrej roboty, tworząc podziemny świat, o którym nie chcę zbyt wiele zdradzać, bo sam w sobie jest on sporym zaskoczeniem. Akcja książki jest nieprzewidywalna. Czytając byłam pewna, iż wiem jakie będzie zakończenie. Byłam tym nawet dość mocno zawiedziona, gdy jednak okazało się, że bardzo się myliłam.
Dobre jest też to, że bohaterom po drodze, nie wszystko się udaje. To sprawia, że są oni o wiele bardziej wiarygodni i prawdziwi. Jednak ja osobiście nie lubię gdy w książce bohaterom albo powodzi się ciągle źle, albo ciągle dobrze. W tym przypadku tak nie jest, ponieważ w „Tunelach” wszystko jest odpowiednio wyważone.

Podsumowując jest to świetna książka przygodowa. Jest w niej kilka naprawdę zaskakujących zwrotów akcji. Poza tym czyta się przyjemnie, pojawia się dość sporo zabawnych sytuacji. Główni bohaterowie są bardzo sympatyczni. Wszystko to sprawia, że aż chce się zapytać: co z nimi było dalej? Tym bardziej, że zakończenie aż zmusza do sięgnięcia po następną część. Polecam.

Numery - Rachel Ward

Tytuł oryginału: Numbers
Wydawnictwo:
Wilga

Liczba stron:
370

Opis:
Jak to jest znać daty śmierci wszystkich ludzi na świecie…?
Jak to jest wiedzieć, że ukochana osoba umrze już za kilka dni…?
To co widzi piętnastoletnia Jem, to dar, ale i przekleństwo. Numery są w jej głowie. Zna datę śmierci matki. Wie, kiedy w ataku terrorystów na Londyn zginą ludzie.
Nikogo nie umie obronić przed śmiercią, więc ucieka – przed rówieśnikami, policją, innymi ludźmi.
[opis pochodzi z okładki książki]


Bazą do powieści było opowiadanie, które autorka napisała najpierw, a potem wykorzystała jako pierwszy rozdział „Numerów”.  

Książka intryguje już od pierwszej strony. Poznajemy Jem, dziewczynę z problemami, która ma za sobą ciężkie dzieciństwo, bez rodziny i prawdziwej opieki. Odkąd jej matka zmarła, ciągle zmieniały się miejsca, w których mieszkała. Unika ona wszelkiego kontaktu z ludźmi, a już szczególnie nienawidzi patrzeć ludziom w oczy, bo wtedy widzi numery, czyli daty ich śmierci. Jest to zupełnie nieprawdopodobne, prawda? Jednak czytając nie odnosi się takiego wrażenia,  w jakiś sposób po prostu przyjmuje się to do wiadomości. Mimo jej odosobnienia, znajduje się ktoś kto się nią interesuje i uparcie chce zawrzeć z nią znajomość. Tym kimś jest Pająk, nazywany tak ze względu na swoje nienaturalnie długie kończyny, które są ciągle w ruchu. Nie jest on ładny i również ma problemy. Na dodatek delikatnie mówiąc brzydko pachnie. Mimo to okazuje się bardzo sympatyczną i zabawną postacią. Początkowo Jem nie ma ochoty spędzać z nim czasu, lecz pewne wydarzenia sprawiają, że wpadają w spore kłopoty i razem muszą uciekać. 

Styl pisarki jest raczej prosty, bez zawirowań, lecz przez to idealnie wpasowuje się w atmosferę powieści, bo nie jest ona zwykłą młodzieżówką. Autorka miała oryginalny pomysł. Nie jest to lekka książka, lecz jak dla mnie naprawdę bardzo dobra. Bez przesładzania pokazuje jakie życie potrafi być okrutne. Jej bohaterowie nie mają nic. Ich rzeczywistość tworzą wagary od szkoły, wulgaryzmy, narkotyki i palenie papierosów. Nie mają perspektyw na przyszłość,  nikt nie jest im przychylny. Ludzie widząc ich, chowają sobie dzieci za plecami, a i sami czym prędzej odchodzą w innym kierunku. Są wyrzutkami społeczeństwa, lecz oni jak wszyscy potrzebują czasami bliskości drugiego człowieka, nawet jeśli się do tego nie przyznają.
Towarzyszy temu od początku rozwijająca się i zaskakująca akcja, do tego jeszcze zakończenie, które jest jednym z najbardziej przejmujących, które ostatnio mogłam przeczytać. Ostatnie strony dosłownie połknęłam. Przez moment myślałam, że wiem jak to się skończy, lecz po chwili okazywało się, że ani trochę nie miałam racji. 

Okładka bardzo mi się podoba. Uważam, że jest ciekawie zrobiona. Zarówno z przodu jak i z tyłu są malutkie cyferki, których na pierwszy rzut oka nie widać. Liczby są także wewnątrz książki.

Podsumowując zdecydowanie POLECAM :) 


Numery
Czas uciekać | Chaos | Przyszłość

Deklaracja - Gemma Malley

Tytuł oryginału: The Declaration
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 311

Opis:
A gdybyście wy byli nadmiarami w świecie legalnych ludzi?
Gdybyście nie mieli prawa żyć.
Gdybyście byli zamknięci w zakładzie dla nadmiarów i nie znali świata za murami.
Gdybyście uwierzyli, że nie macie żadnych praw i możecie tylko służyć innym.
A gdyby wtedy zjawił się ktoś, kto opowiedziałby wam o prawdziwym życiu.
Gdyby przekonał was, że Ziemia jest dla wszystkich ludzi a wy nie jesteście nadmiarami skoro ktoś was kocha i potrzebuje…
Czy tak będzie wyglądać świat w przyszłości?
[opis pochodzi z okładki książki]


Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie od pierwszej chwili gdy zaczęłam ją czytać. Taka wizja przyszłości naprawdę mnie przeraziła. 

Akcja książki rozgrywa się w 2140r. Główną bohaterką jest nadmiar Anna, która do ośrodka dla nadmiarów trafiła gdy miała zaledwie 2 lata. Na początku poznajemy ją jako dziewczynę prawie 15-letnią w pełni pogodzoną ze swoim życiem, z tym kim jest i że wcale nie powinno jej być na świecie. Ona nie myśli, że zamykanie dzieci w zamkniętym ośrodku jest złe i niesprawiedliwe. Dla Anny to jest jak najbardziej właściwe, a kary (bicie, izolatka), które dostaje za nieposłuszeństwo według niej i tak nie wynagrodzą Matce Naturze jej istnienia. Do tego nienawidzi swoich rodziców, bo wmówiono jej, że są egoistami i przestępcami. 

Nadmiary muszą nauczyć się był Użytecznymi i znać Swoje Miejsce. Nie mają prywatności, muszą chodzić z opuszczonymi głowami żeby tylko nie rzucać się w oczy, a przy tym wykonywać wszelkie możliwe obowiązki. Sytuacja głównej bohaterki - Anny zmienia się całkowicie gdy do ośrodka trafia nowy nadmiar 15-letni Peter. Jest to o tyle dziwne, że nigdy wcześniej żaden nowy nadmiar nie miał aż tylu lat, gdy go tam przywieziono. Oznacza to, że wie on dużo ożyciu na zewnątrz. Sprawia kłopoty instruktorom i przełożonej, a do Anny zwraca się nazwiskiem (nadmiary znają tylko swoje jedno imię), i mówi, że zna jej rodziców. 

A wszystko to za sprawą tytułowej deklaracji, na której podstawie nie można mieć dzieci chyba, że zrezygnuje się z długowieczności, albo jeden z rodziców umrze – wtedy dziecko przestaje być nadmiarem. Na dodatek po świecie chodzą sami starsi ludzie, bo rzadko zdarzają się osoby, które chcą dokonać Rezygnacji. A „nielegalne” dzieci są wyłapywane i zamykane w ośrodkach dla nadmiarów, ponieważ „szczęśliwcom” którzy pojawili się na świecie wcześniej jest tak wygodniej, bo mają swoich służących, a skoro nie ma młodych ludzi nikt nie ma nowych pomysłów i nie wprowadza zmian w ich jakże beztroskie życie. 

Teraz kilka słów o bohaterach. Najbardziej polubiłam Petera. Anna też jest ciekawą postacią,mimo, że ciągle myślała o tym aby stać się „wartościowym zasobem” potrafiła w końcu przełamać się i zmienić sposób myślenia. Pojawia się też wątek przełożonej zakładu pani Pincent, jej nielegalnych metod karania nadmiarów, a nawet pozbywania się ich. Skrywa ona też pewną tajemnicę, ale tego nie zdradzę.

Uważam, że książka jest naprawdę warta przeczytania. Wszystko co jest w niej ukazane jest takie realistyczne, że aż zaczęłam się obawiać tego, że taka przyszłość jest możliwa.  Bo tak naprawdę  nie wiadomo jak będzie wyglądał świat w przyszłości. Nauka się cały czas rozwija, więc kto wie do czego dotrze w swoich badaniach i eksperymentach?

Okładka książki jest dla mnie idealna, wręcz śliczna! Bardzo mi się ona podoba.

Podsumowując: interesująca książka. Polecam!

Okup drapieżców - Emily Diamand

Tytuł oryginału: Reavers' Ransom
Wydawnictwo: Wilga
Stron:
450

Opis:
Zatopiona Anglia 2216 rok…
Wszystko jest inne. Londyn to miasto biedaków.
Mocarstwem jest Większa Szkocja.
Na morzu prym wiodą drapieżcy.
Ludzie żyją bez technologii i komputerów.
Gdy porwana zostaje córka premiera, na pomoc dziewczynce wyrusza trzynastoletnia Lilly Melkun, właścicielka niezwykłego kota morskiego. Jako okup chce ofiarować drapieżcom stary i bardzo cenny klejnot. Uważaj Lilly! Ten klejnot to tak naprawdę…
Brzmi ciekawie, prawda?
A to dlatego, że takiej historii jeszcze nie było.
Nic dziwnego, że książka zwyciężyła w konkursie The Times na najlepszą książkę młodzieżową fantasy.
[opis pochodzi z okładki książki]

Książka naprawdę fajna. Nie mam co do niej żadnych zastrzeżeń. Czyta się ją bardzo przyjemnie i przede wszystkim szybko, ponieważ jest pisana dość dużą czcionką. Autorka pisze lekko, nieskomplikowanie, przeplata ze sobą wątki zabawny i takie bardziej przygodowe. Poza tym miała ciekawy i taki świeży i pomysł na książkę. Uważam, że zasłużyła na nagrodę, która za tę książkę otrzymała.

Lilly główna bohaterka, jest rybacką dziewczyną - sierotą, którą wybrał kot morski na swoją właścicielkę. Warto dodać, że kot morski to taki, który doskonale zna się na żeglowaniu i łowieniu ryb, wyczuwa zmiany pogody, złe okolice i inne nieprzyjemności.  Jak on to przekazuje człowiekowi? Nie mówi. Wydaje takie dźwięki jak każdy kot, czyli miauczy, syczy i mruczy. To jego właściciel musi umieć odczytać jego zachowanie,wiedzieć kiedy jest zaniepokojony, a kiedy zadowolony. 

Wracając do powieści. Wszystko zaczyna się w momencie gdy Lilly wraz z kotem wraca z nieudanego połowu do swojej wioski. Zastaje doszczętnie zniszczone łodzie, a jedyną osobą, którą drapieżcy zabili podczas napadu jest jej babcia. Do tego porwali jeszcze córkę premiera przebywającą na wakacjach u swojej cioci.

Ciekawą rzeczą jest to, że rozdziały raz pisane są ze strony Lilly, a raz Zepha,syna szefa drapieżców, który tak naprawdę nie jest zły. Polubiłam tych bohaterów. Zepha nawet bardziej; podobały mi się jego wypowiedzi i przechwalanie się, że jego ojciec jest „szefem szefów wszystkich rodzin”. Rozmowy Lilly i Zepha, szczególnie gdy on myślał, że Lilly to Lilo były momentami naprawdę genialne. W książce cały czas jest akcja, ciągle coś się dzieje. Jak dla mnie była to świetna powieść przygoda. Do tego bardzo podobało mi się to, że dzieje się ona w przyszłości innej niż ta często pokazywana w książkach lub filmach. Nie ma tam rozbudowanych technologii, a wszystkie komputery (no może nie wszystkie, ale szczegółów nie zdradzę : )) zginęły w czasie Upadku. A ludzie opowiadają sobie o nich legendy i wierzą, że to były jakieś demony! Lecz zanim upadły, zdążyły się rozwinąć do miary sztucznej inteligencji. Londyn jest w większości pod wodą, wszędzie wokół niego są bagna,a ludzie poruszają się w nim po zbudowanych drewnianych pomostach.
Dodam jeszcze coś o okładce. Bardzo mi się ona podoba, oddaje klimat książki i pasuje do opisu.

Podsumowując: bardzo polecam. Ja bardzo chętnie sięgnę po następną część jeśli taka się ukaże.

Uprowadzona - Lucy Christopher

Tytuł oryginału: Stolen
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 328

Opis:
Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie.
Tak, tobie też.
Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę.
Przystojniak, który proponuje ci kawę.
A po chwili jesteś na końcu świata,
zdana na łaskę i niełaskę porywacza.
Czy przetrwasz?
Czy wrócisz do swojego życia?
A co będzie, jeśli się zakochasz…?

[opis pochodzi z okładki książki] 

Gdy tylko przeczytałam opis tej książki, pomyślałam, że warto byłoby ją przeczytać. Tak więc zrobiłam. Chociaż po opisie spodziewałam się czegoś trochę innego, nie zawiodłam się.

Pierwszą rzeczą, którą zauważyłam gdy zaczęłam czytać był sposób jej pisania, według mnie nietypowy. Dokładniej mówiąc książka jest takim jakby listem pisanym przez Gemmę czyli główną bohaterkę do Tylera – jej porywacza. Chwilę trwało zanim się do tego przyzwyczaiłam, lecz dalej to już nie przeszkadza, a nawet trochę intryguje – ciągle zastanawiałam się czy autorka obrała sobie po prostu taki sposób pisania, czy to zjawisko będzie miało jakieś wyjaśnienie? Jak faktycznie jest nie zdradzę, żeby nie psuć wam przyjemności z czytania. 
Po okładce spodziewałam się czegoś zupełnie innego, myślałam różowa okładka, to i pewnie książka o słodkiej nastolatce, ale jak to mówią nie należy oceniać książki po okładce. Myliłam się.

Książka opowiada o dziewczynie i o jej porwaniu z lotniska, gdzie razem z rodzicami czekała na samolot. W momencie gdy poszła kupić kawę, spotkała chłopaka, który od razu się nią zainteresował.Dlaczego? Nie wiadomo. Mija kilka chwil gdy dziewczyna jest już oszołomiona po jakimś środku, nie wie co się z nią dzieje. Świadomość odzyskuje w pokoju  domu zbudowanego z drewna, za oknem słońce bezlitośnie świeci, wszędzie wokół widzi czerwony pustynny piasek , a jedyną osobą , która jest tam z nią jest właśnie Tyler. Czytając stopniowo poznajemy go, z różnych stron, dowiadujemy się jakie były prawdziwe powody uprowadzenia Gemmy, tak, że na końcu sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Może to porwanie nie było jednak na swój sposób złe? Wszystko co prowadzi do zakończenia jest zaskakujące i sprawia, że naprawdę nie idzie się oderwać. Do końca nie wiadomo czego się spodziewać. Lecz miałam nadzieję na inne zakończenie, nie jest ono ani złe ani dobre. Pewna kwestia pozostała otwarta, a ja wolałabym jednak wiedzieć co się stało dalej.

Podsumowując polecam. Nie jest to typowa powieść dla nastolatek, każdy znajdzie coś dla siebie, niektóre momenty naprawdę poruszają i zaskakują czytelnika. Niebanalna fabuła. A wszystko opowiedziane w ciekawy sposób.

Gdzie jest Jennifer - Anne Cassidy

Tytuł oryginału: Looking for JJ
Wydawnictwo: KORA
Stron: 272

Opis:
Jennifer Jones, znana jako JJ, dziecko-morderca z Berwick. Po odbyciu sześcioletniej kary w ośrodku dla nieletnich została warunkowo zwolniona. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że przeniesiono ją do Holandii, gdzie zamieszkała u pewnej angielskiej rodziny. Jak sąd mógł wyrazić zgodę na to, by tak niebezpieczna jednostka znajdowała się na wolności? Dlaczego miejsce jej pobytu jest ukrywane? Kim Jennifer jest teraz? Co się z nią dzieje?
Alice Tully mieszka w Croydon pod opieką Rosie. Pracuje w miejscowej kafejce, a w październiku wybiera się na studia. Ma znajomych, a nawet chłopaka z dobrej rodziny. Kto by pomyślał, że ta drobna, niepozorna dziewczyna, prowadząca tak spokojny, monotonny żywot, ma za sobą taką przeszłość...
[gandalf.com.pl]


Ten tytuł poleciła mi kiedyś pewna koleżanka, która lubuje się w tematyce książek, których bohaterowie skrywają jakieś tajemnice z przeszłości. I oto właśnie jest tego typu książka. Sięgnęłam po nią dlatego iż zobaczyłam ją pewnego dnia w bibliotece i pomyślałam, że warto byłoby sprawdzić czy naprawdę jest taka ciekawa, jak ona mówiła...

Lubię oglądać filmy o takiej tematyce, ale nie wiedziałam jak to będzie z książką. Ta książka może nie trafiła do listy moich ulubionych,ale miała coś w sobie. Chociaż oczekiwałam po niej większej sensacji i dramatu. Mimo to i tak mnie na swój sposób zaciekawiła. Najbardziej w tym wszystkim zainteresowało mnie to jak doszło do morderstwa, popełnionego przez zaledwie 10-letnią dziewczynkę. Autorka od samego początku zaczyna zapoznawać czytelnika z podwójną tożsamością głównej bohaterki. Wszystkie fakty poznajemy stopniowo, tak, że jest czas na zastanowienie się o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Jennifer, czyli główna bohaterka, jako mała dziewczynka nie miała łatwego życia. Jej matka modelka, ciągle zostawiała ją samą w domu, albo wywoziła do babci na długi czas. To wszystko sprawiło, że dziewczynka była w totalnej rozsypce psychicznej. Poznajemy też jej „starszą wersję", czyli Alice. Dziewczyna próbuje ułożyć sobie życie na nowo choć to niełatwe, gdy widzi wokół siebie dziennikarzy na nowo roztrząsających całą sprawę. W to wszystko wpleciony jest wątek miłosny. Zakończenie książki możenie jest najlepsze, ale gdy się nad tym zastanawiałam jakoś żadne lepsze nie przyszło mi do głowy. Więc może jednak dobrze jest jak jest. Choć gdybym jednak mogła w nim coś zmienić, postawiłabym znak zapytania nad dalszym związkiem bohaterki i Frankiego, żeby można było się domyślać co stało się dalej. A autorka całkowicie go przekreśliła. 

Copyright © 2014 sekrety książek , Blogger