Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

7 razy dziś - Lauren Oliver

Zawsze należałam do osób, które wszystko za bardzo analizują i wielu rzeczom przypisują zbyt duże znaczenie. Gestom, słowom, czynom… Ile to razy zamartwiałam się tym, że źle postąpiłam. Nieważne, czy rzeczywiście popełniłam błąd, czy było to tylko moje mylne odczucie, wiele razy marzyłam o tym by móc cofnąć się w czasie i to naprawić. Jednakże nie o cofaniu się w czasie opowiada Lauren Oliver w swojej debiutanckiej książce „7 razy dziś”, a o drugich szansach i naprawianiu własnych błędów. Główną bohaterką książki jest Sam Kingston, uczennica dość typowego amerykańskiego liceum. Popularna i lubiana, wraz ze swoimi trzema najlepszymi przyjaciółkami cieszy się specjalnymi względami w szkolnej społeczności. Dziewczyny pozwalają sobie na różne wybryki i nieodpowiednie zachowania, które zawsze uchodzą im płazem. Nie liczą się ze słowami. Robią co chcą, nawet jeśli mogą w ten sposób kogoś skrzywdzić. A ich zainteresowania sprowadzają się głównie do zakupów, chłopaków i dobrej zabawy. Tak mniej więcej upływa życie Sam, aż do feralnej imprezy, która kończy się poważnym wypadkiem samochodowym. Tymczasem następnego ranka Sam jak gdyby nigdy nic budzi się w swoim własnym łóżku. Problem pojawia się gdy ze zdziwieniem odkrywa, że to wcale nie jest następny dzień…

Pierwszą rzeczą, która skłoniła mnie do sięgnięcia po tę książkę, było nazwisko autorki. Mając cały czas w pamięci trylogię Delirium, która bardzo mi się podobała, byłam pewna, że i tym razem się nie zawiodę, biorąc przy okazji pod uwagę całkiem ciekawą fabułę. Jakie było moje zdziwienie, gdy po raz pierwszy sięgnęłam po nią i nie przebrnęłam nawet przez 1/3, bo zwyczajnie mnie znudziła. Stała więc na półce i czekała na zlitowanie, aż do ubiegłego tygodnia kiedy to wreszcie postanowiłam dać jej drugą szansę. Stwierdziłam, że muszę ją przeczytać, choćby nie wiem co! 

„7 razy dziś” to książka napisana prostym i nieskomplikowanym językiem. Wypowiedzi bohaterów, a w szczególności czterech dziewczyn aż proszą się o to, żeby je trochę rozwinąć, po to by nadać im więcej osobowości, o charakterze nie wspominając. Jednak nie to uznaję za największą wadę tej książki. Zdecydowanie jest nią jej monotonność. Myślę, że powiedzieć o tej książce, że jest nudna, to za dużo. Książka nudna w moim przekonaniu ma kiepską fabułę, albo wręcz jej brak. W tym przypadku jest inaczej. Moim zdaniem autorka miała ciekawy zamysł, ale zabrakło tutaj dopracowania; różnych smaczków, które dodałyby jej trochę wyjątkowości. Niestety przez większą część książka jest zwyczajnie monotonna, zbyt wiele sytuacji się powiela, akcja zbyt wolno postępuje do przodu. Tak, tak, zdaję sobie sprawę, że takich „efektów ubocznych” można było się spodziewać w przypadku historii, w której główna bohaterka kilkukrotnie przeżywa ten sam dzień. Wydaje mi się jednak, że kilka elementów spokojnie dałoby się doszlifować. 

Wystarczy już tego narzekania, czas przejść do mniej krytycznej części. W końcu, nie wiem jak jest z Wami, ale w moim przypadku język powieści nigdy nie decyduje o ostatecznej ocenie książki. Owszem jest on istotnym walorem, ale nie najważniejszym. A tym z kolei jest jej treść. Czasami bowiem zdarza się tak, że napisana nawet najbardziej prozaicznym językiem powieść, może zapaść nam w pamięć na zawsze. Hasła zamieszczane w opisach książek, takie jak przemijanie, podróże w czasie, drugie szanse etc. bardzo często działają na mnie jak magnes. Sama tematyka nie wystarczy jednak, by wkupić się w moje łaski. Niezbędne są jeszcze odpowiednie emocje, które owa historia we mnie wywoła. Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii na temat „7 razy dziś”, spodziewałam się, że będzie to jedna z „tych” książek. I tutaj niestety trochę się zawiodłam. Wszystko było dobrze do pewnego momentu. Przemiana Sam była całkiem wyraźnie widoczna, całość zaczynała prezentować się coraz lepiej , aż nagle bach!, odniosłam wrażenie jakby ktoś cofnął taśmę i głównej bohaterce umknęły wszystkie wnioski, do których zdążyła dojść. Fakt jest taki, że nie zapałałam sympatią do tych czterech przyjaciółek. Głównie ze względu na ich zachowania, których ja totalnie nie toleruję i uważam, że absolutnie nie można dla tego typu zachowań znaleźć jakiegokolwiek usprawiedliwienia. Jasnym punktem w gronie bohaterów, był moim zdaniem jedynie Kent, który rzeczywiście był ciekawą postacią i żałuję, że poświęcono mu tak niewiele uwagi. A to wszystko doprowadziło do zakończenia, które w moim odczuciu było po prostu średnie. 

Miało być mniej krytycznie, wyszło jak wyszło i to chyba najlepiej wskazuje na to jak mieszane są moje odczucia po tej lekturze. Nie chciałabym Was zniechęcić do tej książki, bo możliwe, że Wy doszukacie się w niej tego, czego mi zabrakło i ocenicie ją zupełnie inaczej. Ja nie żałuję, że ją przeczytałam, nie najgorzej wypełniła mi czas. Na pewno też zmodyfikowałam swoje zdanie na jej temat, które wyrobiłam sobie po pierwszym podejściu. Jednak decyzję o sięgnięciu po tę pozycję pozostawiam Wam.

Pandemonium - Lauren Oliver

Tytuł oryginału: Pandemonium
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 376   

Gdy skończyłam czytać tą książkę, pierwszym co mi przyszło na myśl było: Wow!! Wstrząsnęła mną do tego stopnia, że nie było mnie stać na żaden bardziej rozwinięty komentarz. Z drugiej strony nadal uważam, że to jedno przeciągłe łaaaał! najlepiej wyraża moje odczucia na temat „Pandemonium”. 

Latem ubiegłego roku przeczytałam pierwszą część tej serii - „Delirium” (recenzja). Bardzo spodobała mi się historia stworzona przez Lauren Oliver, jednak nie zawładnęła mną tak jak tego oczekiwałam i kilka rzeczy miałam jej do zarzucenia. Wszystko jednak w pewnym sensie wynagrodziło mi zakończenie, które było zarówno najgorszą, jak i najlepszą rzeczą z tej książki. Z jednej strony miałam ochotę udusić autorkę, natomiast z drugiej, nie miałam już jakichkolwiek wątpliwości, czy czytać kolejną część. I bardzo dobrze! Bo chyba nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie sięgnęła po „Pandemonium”!

UWAGA! W dalszej części recenzji pojawią się informacje dotyczące zakończenia poprzedniej części, dlatego osobom, które jeszcze jej nie czytały i nie chcą psuć sobie przyjemności z czytania, proponuję ją ominąć. ;)

Po tragicznej w skutkach ucieczce Leny i Aleksa z Portland, dziewczyna znajduje schronienie u grupy Odmieńców, chroniących się w azylu ukrytym w Głuszy. Spotyka się tam ze zrozumieniem, stopniowo udaje jej się zdobyć kilka przyjaźni i cały czas próbuje przyzwyczaić się do swojego nowego życia, z dala od wszelkich wygód, z dala od rodziny. Nie potrafi jednak zapomnieć o Aleksie… o chłopaku, który wprowadził zamęt w jej życie, stał się przyczyną jej przemiany… o miłości, dla której zdecydowała się uciec. Lena w krótkim czasie musi na nowo nauczyć się radzić sobie z otaczającą ją rzeczywistością, która tak diametralnie różni się od tej, którą znała przez całe swoje życie. 

Miłość. Gdy tylko wpuścisz do swojego serca to słowo, gdy tylko pozwolisz mu zapuścić korzenie, rozprzestrzeni się jak grzyb we wszystkich zakamarkach twojej duszy - a wraz z nim pytania, drżące, pączkujące lęki, które sprawią, że nigdy nie zaznasz spokoju.

Czytając „Delirium” miałam w stosunku do Leny mieszane uczucia. Wówczas denerwowała mnie jej uległość, ale gdy patrzę na to teraz, dostrzegam, że dzięki temu tak bardzo zauważalna stała się jej przemiana wewnętrzna, która rozpoczęła się już wtedy, a dopełniła w „Pandemonium”. W tej części Lena sama o sobie mówiła, że stała się zupełnie inną osobą. Z zastraszonej, skromnej, cichej i pokornej obywatelki przekształciła się w silną i twardą wojowniczkę o wolność, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało, tak właśnie było. Dopiero teraz w pełni doceniłam historię stworzoną przez Lauren Oliver. Historię, która jest bardzo dobrze przemyślana i zaplanowana. W niektórych seriach jest tak, że każda kolejna część różni się praktycznie tylko tym co spotyka głównych bohaterów. Tutaj zmieniło się wszystko, nawet rozdziały są inaczej skonstruowane. Książka została podzielona na następujące po sobie rozdziały „Wtedy” i „Teraz”. Jest to o tyle ciekawy zabieg, że dodatkowo buduje napięcie i zaostrza ciekawość czytelnika. Czytając, poznajemy naraz dwie historie: "Wtedy" opowiada o pierwszych chwilach Leny w Głuszy, natomiast „Teraz” o jej działalności w ruchu oporu. 

„Pandemonium” to także zupełnie nowi bohaterowie. Mamy tu na przykład Raven, młodą stanowczą przywódczynię grupy mieszkańców Głuszy, do której trafia Lena; twardziela Tacka a także Juliana, szefa młodzieżówki AWD (Ameryka Wolna od Delirii). To właśnie z tym ostatnim splotą się losy głównej bohaterki. 


I znowu wraca kwestia zakończenia „Delirium”. Dla mnie było ono prawdziwym szokiem, zwłaszcza, że Aleksa bardzo polubiłam. Myślę, że nikt nie spodziewał się takiego finału (brawa dla tego, kto jednak się domyślił). Zupełnie nie pasowało mi do konwencji tego rodzaju książek. Do tej pory pamiętam jak myślałam: „Co? To nie może być prawda! Ja w to nie wierzę!” I wiecie co? Nie uwierzyłam. Po prostu nie przyjęłam tego do wiadomości, nawet gdy zaczęłam już czytać „Pandemonium”. Hmm… nie wiem co mogę napisać na temat zakończenia tej książki, bo najchętniej opowiedziałabym Wam dokładnie ze szczegółami wszystko to, co wydarzyło się w drugiej połowie, a zatem żeby Was przed tym uchronić, nie powiem nic. ;) Nie zdradzę, czy mi się podobało, czy nie. Czy mnie zaskoczyło, czy nie. Chętnie pogadam o tym z kimś, kto ma już tę książkę za sobą, ale wszystkim innym powiem tylko, że nie mogę doczekać się kolejnej części, czyli „Requiem”. Niestety trochę trzeba będzie na nią poczekać, bo jej premiera w USA zapowiedziana jest dopiero na 5 marca 2013. A ja nie wiem jak wytrzymam do tego czasu…!

Gwoli ścisłości dodam tylko, że bardzo mnie cieszy fakt, że wydawnictwo zdecydowało się odrobinę zwiększyć czcionkę.

Czy potrzebne jest jeszcze jakieś podsumowanie? Myślę, że wyraziłam się całkiem jasno. A jeśli nie to: polecam, polecam i  jeszcze raz polecam! :)


Cytat pochodzi ze strony 369.

Delirium
Delirium | Pandemonium | Requiem
Pretty Little Liars. Bez skazy - Sara Shepard | Trailer Safe haven

Pretty Little Liars. Bez skazy - Sara Shepard | Trailer Safe haven

Tytuł oryginału: Pretty Little Liars. Flawless
Wydawnictwo: Otwarte 
Stron: 320

Swoje zdanie na temat serii Pretty Little Liars całkiem jasno wyraziłam już w recenzji jej pierwszej części (możecie ją przeczytać TUTAJ) a po przeczytaniu drugiej części nie uległo ono zmianie, więc nie zamierzam się niepotrzebnie powtarzać i tym razem będzie krótko ;)

A. nadal prześladuje Spencer, Hannę, Arię i Emily. Wygląda na to, że zna wszystkie ich sekrety. W dodatku zaczyna coraz bardziej ingerować w ich sprawy prywatne. Życie każdej z nich coraz bardziej się komplikuje. Jakby tego było mało do Rosewood wraca Toby, a to nie może oznaczać niczego dobrego…

Po raz kolejny losy Spencer, Hanny, Arii i Emily skutecznie oderwały mnie od jakichś tam moich osobistych „zawracaczy” głowy. Książkę podobnie jak poprzednią czytało się lekko i przyjemnie, jednak intryga zdecydowanie zaczyna się zagęszczać, a bohaterki stają się bardziej wyraziste. Choć tej serii nie można uznać za literackie arcydzieło, jest to niewątpliwie świetne czytadło w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zaczynam dostrzegać też coraz więcej różnic między książkami a serialem, ale czy to tak naprawdę ważne? Liczy się, że historia jest ciekawa zarówno w jednym wydaniu, jak i w drugim!

Od przeczytania pierwszej części zdążyłam już trochę zatęsknić za czterema kłamczuchami, bo z 13 odcinkami serialu, które zostały mi do obejrzenia, postanowiłam zaczekać do przerwy świątecznej, gdy bez przeszkód będę mogła fundować sobie kilkuodcinkowe seanse. Żałuję, że na mojej półce, póki co, nie czeka jeszcze na przeczytanie kolejna część PLL, ale mam nadzieję, że to się niedługo zmieni.

Szukacie niezobowiązującej ale wciągającej lektury? Być może w tej roli sprawdzi się właśnie seria „Pretty Little Liars” ;)

Książka, podobnie jak pozostałe części serii, dostępna jest TUTAJ :)



Pretty Little Liars
Kłamczuchy | Bez skazy | Doskonałe | Niewiarygodne | Zepsute | Zabójcze |
Bez serca | Pożądane | Uwikłane


Kilka dni temu w internecie ukazał się zwiastun filmu "Safe haven" na podstawie powieści Nicolasa Sparksa, która w Polsce nosi tytuł „Bezpieczna przystań” (jak podejrzewam tytuł filmu w Polsce będzie taki sam, ale jak chyba wszyscy wiedzą z tłumaczeniem tytułów w naszym kraju bywa różnie, więc lepiej nie uprzedzać faktów ;))
Ja osobiście czuję się przekonana i z niecierpliwością czekam aż będę mogła obejrzeć film. A jak Wam podoba się trailer?

Tymczasem nabrałam wielkiej ochoty na przeczytanie jakiejś książki Sparksa, koniecznie muszę się w jakąś w najbliższym czasie wyposażyć, kto wie, może wybór padnie właśnie na „Bezpieczną przystań” żeby przeczytać ją jeszcze przed obejrzeniem filmu? ;)

Światowa premiera „Safe haven” zapowiedziana jest na
8 lutego 2013 roku. W rolach głównych zobaczymy Julianne Hough i Josha Duhamel’a (:D)

Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zobaczyć owego trailera, proszę bardzo:


 Interesują Was ekranizacje powieści Sparksa, czy wręcz przeciwnie?

Przy okazji pokażę Wam również pewne ciekawe zestawienie plakatów z pięciu filmów na podstawie książek Sparksa, na które przypadkiem się natknęłam:  


No cóż, akurat w tej kwestii twórcy mogliby się odrobinę bardziej postarać i postawić na większą różnorodność ;)
Pretty Little Liars. Kłamczuchy - Sara Shepard

Pretty Little Liars. Kłamczuchy - Sara Shepard

Tytuł oryginału: Pretty Little Liars
Wydawnictwo: Otwarte

Stron:
288

Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tej serii. Zdecydowanie bardziej ciągnęło mnie do serialu, który zaczęłam oglądać w wakacje. Stopniowo zaczynał mnie wciągać, a tymczasem gdzie nie spojrzałam, widziałam tę książkę i masę pozytywnych opinii na jej temat. Ostatecznie doszło do tego, że zaczęłam czuć ukłucie zazdrości z rodzaju: „A ja jej nie czytałam…!” i stwierdziłam, że tak być nie może i muszę to zmienić, w tym samym czasie nie mogłam się powstrzymać od oglądania kilku odcinków serialu za jednym razem, co ostatecznie przesądziło o zakupie książki.

Spencer, Hanna, Aria, Emily to najbliższe przyjaciółki Alison. To ona je połączyła, a po jej niewyjaśnionym zaginięciu ich drogi się rozeszły. Mijają właśnie trzy lata od tamtej chwili, gdy drogi czterech pozostałych dziewczyn ponownie się przecinają. W życiu każdej z nich dzieje się właśnie coś ważnego, a nawet przełomowego. Nagle wszystkie zaczynają otrzymywać dziwaczne wiadomości od kogoś, kto zdaje się wiedzieć o nich takie rzeczy, o których one same wolałaby już dawno zapomnieć. Kim jest tajemniczy/a A i czego chce? A może to ich przyjaciółka Alison, którą już właściwie uznały za zmarłą…?

Na okładce książki znajdujemy informację, że inspiracją dla autorki były jej wspomnienia z czasów szkolnych. Hmm… zastanawiające. Sara Shepard musiała mieć nad wyraz ciekawe życie szkolne… Nie wyobrażam sobie w jaki sposób moje wspomnienia mogłyby zainspirować mnie do stworzenia TAKIEJ historii ;)
 

Twórcom polskich okładek tej serii należą ogromne brawa. Są idealne! Delikatne i eleganckie jak noszone przez bohaterki ubrania i wspaniale prezentują się na półce. Doskonale pasują do tych książek, czego nie można powiedzieć o oryginalnych okładkach, które są tak brzydkie i tandetne, że mogę je od razu zaliczyć do jednych z najbrzydszych okładek, jakie kiedykolwiek widziałam.


Przydałoby się napisać jeszcze kilka słów odnośnie samej fabuły ;) Autorka naprawdę wykonała kawał dobrej roboty, tworząc lekką, oryginalną i wciągającą historię. Połączyła elementy powieści obyczajowo-młodzieżowej z kryminalną i otrzymała świetną mieszankę, która bawi i intryguje zarazem. A wszystko opiera się tak naprawdę na jednej zagadce, czyli oczywiście kim jest A, ale też na sekretach z przeszłości, których jest co nie miara. Każda z głównych bohaterek jest inna i szybko można wyrobić sobie na ich temat zdanie, ich zachowania czasami irytują czasami bawią, ale najczęściej są po prostu zachętą do dalszego czytania. Czytałam kilka opinii, w których autorce zarzucono przesadne wyliczanie nazwisk znanych i drogich projektantów, oraz nazw firm. Mnie osobiście to nie przeszkadza, a nawet zaliczam to na plus, ale oczywiście każdy lubi coś innego, więc nie dziwię się, że kogoś może to drażnić.

Jak można się bardzo łatwo domyślić „Pretty Little Liars”  zdecydowanie przypadło mi do gustu. Książka jest napisana prostym i łatwym językiem dzięki czemu czyta się ją szybko i przyjemnie. Nie jest to żadna wybitna lektura. Ktoś mógłby nazwać ją „czytadłem”. Ale dla mnie jest to po prostu idealny sposób na oderwanie się na jakiś czas od naszej rzeczywistości i problemów. Warto też sięgnąć po tę książkę gdy nie ma się głowy do cięższych pozycji. Czytając podobnie jak podczas oglądania serialu szybko dałam się wciągnąć i ciągle zastanawiałam się kim może być A. Zbytniej przeszkody nie stanowiło dla mnie nawet to, że doskonale znałam wydarzenia z tego tomu bo zostały one streszczone w pierwszym odcinku serialu. I tu słówko dla tych, którzy podobnie jak ja najpierw zaczęli oglądać serial. Jeżeli przypadły Wam do gustu perypetie serialowych bohaterek, warto w wolnej chwili zapoznać się z pierwowzorem, który różni się w kilku kwestiach, choćby dlatego żeby jeszcze raz sympatycznie spędzić czas.

Na mojej półce czeka już „Bez skazy” i zamierzam w najbliższym czasie ją pochłonąć. Czeka
na mnie także obejrzenie 3 sezonu serialu ;)


A teraz taki mały temacik do dyskusji w komentarzach, zaadresowany do osób, które miały do czynienia z „Pretty Little Liars” czy to pod postacią książki, czy serialu:

Którą z bohaterek lubicie najbardziej?


Jeżeli o mnie chodzi ranking zazwyczaj układa się następująco: 1. Spencer, 2. Hanna, 3. Aria, 4. Emily (Przy czym miejscami prawie na równi są 1 i 2, mimo, że te bohaterki różnią się od siebie diametralnie) Są to moje odczucia po obejrzeniu serialu, bo przyznam, że lektura „Kłamczuch” upłynęła mi nazbyt szybko abym zdążyła wyrobić sobie podobną opinię, jednak myślę, że będzie wyglądała ona podobnie.

Skoro recenzja i tak już jest rozbudowana, wyczerpmy temat w pełni i teraz na koniec pewien cytat i utwór, które idealnie oddają klimat "Pretty Little Liars". Piosenkę poznałam już wcześniej dzięki serialowi "Plotkara" i bardzo polubiłam, więc tym bardziej cieszę się słysząc ją na początku każdego kolejnego odcinka PLL :)


 Trzy osoby mogą dochować tajemnicy, jeśli dwie z nich nie żyją - Benjamin Franklin


Książkę możecie zakupić TUTAJ :)


Pretty Little Liars
Kłamczuchy | Bez skazy | Doskonałe | Niewiarygodne | Zepsute | Zabójcze |
Bez serca | Pożądane | Uwikłane

Delirium - Lauren Oliver

Tytuł oryginału: Delirium
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 360

Czym byłby świat bez miłości? Co by było, gdyby to właśnie miłość była największą ze zbrodni, których można się dopuścić. Co gdyby była… chorobą?

Oto najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija człowieka, gdy go dopada i wtedy, gdy go omija.

Lena jest święcie przekonana, że to wszystko co jest jej wmawiane od najmłodszych lat jest prawdziwe i słuszne. Wierzy, że Portland, w którym mieszka otoczone jest ogrodzeniem pod napięciem dla jej bezpieczeństwa, aby oddzielić tych dobrych i prawych obywateli od Odmieńców (ludzie, którzy wyrzekli się remedium na rzecz zamieszkania w Głuszy); podobnie jak godzina policyjna. Wzdryga się na samo wspomnienie o miłości, która jest zła i niepożądana, za którą zarażonych spotyka surowa kara. Lena z niecierpliwością czeka na dzień swojej Ewaluacji, która będzie jej najważniejszym życiowym testem. Odlicza także dni do swojego zabiegu, po którym nareszcie będzie szczęśliwa, spokojna i będzie mogła spędzić całe swoje życie ze sparowanym z nią chłopakiem, bez zbędnych namiętności, wolna od miłości, bezpieczna.

Lena nie dość, że akceptuje życie pełne ograniczeń i barier, ale wręcz je lubi, uważa za właściwe. Nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że wszystko co ją otacza może być złe. Jest zaślepiona. Jednak gdy jej Ewaluacja, nie przebiega tak jak powinna, zakłócona przez wtargnięcie Odmieńców w dodatku na jej drodze staje pewien chłopak imieniem Alex, a jej najlepsza przyjaciółka Hana zaczyna interesować się zakazaną muzyką i imprezami; Lenę zaczynają nachodzić pewne wątpliwości. 

Każdy, komu ufamy, na kogo, jak nam się wydaje, możemy liczyć, kiedyś nas rozczaruje. Pozostawieni samym sobie ludzie kłamią, mają tajemnice, zmieniają się i znikają, niektórzy za inną maską lub osobowością, inni w gęstej porannej mgle nad klifem. Właśnie dlatego remedium jest takie ważne. Właśnie dlatego go potrzebujemy.

Gdy natknęłam się po raz pierwszy na „Delirium” podczas wizyty w Empiku, moją uwagę przykuła okładka. Na pierwszy rzut oka: ot, kolejna dziewczyna na okładce, ale gdy przyjrzeć się bliżej można dostrzec wiele rozmaitych rzeczy w tle, takich jak lasy, pociągi, miasta a także skrzętnie ukryte słowo [miłość] z tyłu okładki. (Chociaż muszę przyznać, że oryginalna okładka również jest całkiem ładna. Zdjęcie obok.) Zaintrygowana wzięłam tę książkę do ręki, zaczęłam czytać i będąc pod wrażeniem po przeczytaniu zaledwie kilku stron, postanowiłam, że po prostu muszę ją przeczytać. Jakież było moje zdziwienie, gdy wreszcie zaczęłam ją czytać i nie wciągnęła mnie aż tak bardzo jak poprzednio. Ale po kolei.

Język książki jest przystępny jednak dla mnie odrobinę męczące były niekończące się opisy i porównania w wykonaniu narratorki, a zarazem głównej bohaterki - Leny. Dawno nie spotkałam się z takim nagromadzeniem określeń kolorów w jednym miejscu. Na początku nie zwracałam na to szczególnej uwagi, ale po pewnym czasie byłam lekko znudzona tym, że Lenie wszystko z czymś się kojarzyło, co rusz jej coś przypominało. To wydało mi się takie nierealne, no bo kto ciągle w myślach mówi coś w stylu: A to przywodzi mi na myśl… ;)

Muszę też przyznać, że początkowo jakoś niespecjalnie przypadła mi do gustu główna bohaterka. Nie przeszkadzała mi, raczej zwyczajnie była mi obojętna. Zdecydowanie bardziej polubiłam Hanę i Alexa, którzy wydawali mi się o wiele bardziej realni a także ciekawsi. Mieli bardziej wyraziste charaktery od Leny, a takie osoby lubię. Jednak Lena zyskała w moich oczach, gdy w jej sercu zaczęły się rodzić wątpliwości a wewnętrzna przemiana przez którą przechodzi na oczach czytelnika robi duże wrażenie.

Po tym co napisałam, można odnieść wrażenie, że książka niezbyt mi się spodobała, nic bardziej mylnego! Nie żałuję, że ją przeczytałam. Bardzo lubię dystopie i cieszę się, że przeczytałam i tą. Jestem także niemalże pewna, że sięgnę po kolejną część bo zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło i nie potrafię wyobrazić sobie ciągu dalszego. Jest ono na swój sposób fenomenalne, zdecydowanie to jedna z największych zalet tej książki, bo nie sposób było się właśnie takiego spodziewać, ale czy ono jest dobre czy złe przekonajcie się sami ;) Jednak jednego nie rozumiem, a mianowicie porównywania tej książki do „Igrzysk śmierci”, które moim zdaniem jest nietrafione. Jeśli już miałabym porównywać tę historię do innej, pokusiłabym się o porównanie do „Dobranych” autorstwa Ally Condie, w których również istotnym wątkiem jest zakazana miłość.

Podoba mi się to, że książka zachowała swój oryginalny tytuł, który doskonale sprawdził się również w języku polskim. 

Mimo, iż zmieniłabym w niej kilka rzeczy, samą historię uważam za ciekawą i nie pozostawiającą obojętnym. Zdecydowanie mogę polecić osobom lubiącym tego typu historie a także tym, których zainteresuje wizja świata pozbawionego Amor deliria nervosa ;), lub mającym po prostu ochotę na historię o miłości z dystopijną wizją w tle. Autorka dobrze przedstawiła rzeczywistość mieszkańców Portland, a myślenie tamtejszych ludzi naprawdę może przyprawić o dreszcz. Nie sposób dopuścić do siebie myśli, że ludzie mogliby dobrowolnie, wręcz chętnie poddawać się zabiegom przeprowadzanym w mózgu tylko po to by potem wieść życie pozbawione uczuć, niczym swego rodzaju zombie. Żałuję tylko, że cała historia nie została osadzona dokładniej w czasie. Nie wiem dlaczego, ale w tego typu opowieściach lubię mieć podany dokładny rok, jakoś tak łatwiej jest mi wtedy wczuć się w atmosferę gdy wiem, że czysto teoretycznie taka wizja mogła by mieć miejsce w przyszłości. Mówiąc krótko, warto samemu się z tą historią zapoznać :)


Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 9 i 91
Copyright © 2014 sekrety książek , Blogger