Pandemonium - Lauren Oliver
Tytuł oryginału: Pandemonium
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 376
Gdy skończyłam czytać tą książkę,
pierwszym co mi przyszło na myśl było: Wow!! Wstrząsnęła mną do tego stopnia,
że nie było mnie stać na żaden bardziej rozwinięty komentarz. Z drugiej strony
nadal uważam, że to jedno przeciągłe łaaaał! najlepiej wyraża moje odczucia na
temat „Pandemonium”.
Latem ubiegłego roku przeczytałam
pierwszą część tej serii - „Delirium” (recenzja). Bardzo spodobała mi się historia
stworzona przez Lauren Oliver, jednak nie zawładnęła mną tak jak tego
oczekiwałam i kilka rzeczy miałam jej do zarzucenia. Wszystko jednak w pewnym
sensie wynagrodziło mi zakończenie, które było zarówno najgorszą, jak i
najlepszą rzeczą z tej książki. Z jednej strony miałam ochotę udusić autorkę,
natomiast z drugiej, nie miałam już jakichkolwiek wątpliwości, czy czytać
kolejną część. I bardzo dobrze! Bo chyba nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie
sięgnęła po „Pandemonium”!
UWAGA! W dalszej części recenzji pojawią
się informacje dotyczące zakończenia poprzedniej części, dlatego osobom, które
jeszcze jej nie czytały i nie chcą psuć sobie przyjemności z czytania, proponuję ją
ominąć. ;)
Po tragicznej w skutkach ucieczce
Leny i Aleksa z Portland, dziewczyna znajduje schronienie u grupy Odmieńców,
chroniących się w azylu ukrytym w Głuszy. Spotyka się tam ze zrozumieniem, stopniowo
udaje jej się zdobyć kilka przyjaźni i cały czas próbuje przyzwyczaić się do
swojego nowego życia, z dala od wszelkich wygód, z dala od rodziny. Nie potrafi
jednak zapomnieć o Aleksie… o chłopaku, który wprowadził zamęt w jej życie, stał
się przyczyną jej przemiany… o miłości, dla której zdecydowała się uciec. Lena
w krótkim czasie musi na nowo nauczyć się radzić sobie z otaczającą ją
rzeczywistością, która tak diametralnie różni się od tej, którą znała przez
całe swoje życie.
Miłość. Gdy tylko wpuścisz do swojego serca to słowo, gdy tylko pozwolisz mu zapuścić korzenie, rozprzestrzeni się jak grzyb we wszystkich zakamarkach twojej duszy - a wraz z nim pytania, drżące, pączkujące lęki, które sprawią, że nigdy nie zaznasz spokoju.
Czytając „Delirium” miałam w stosunku
do Leny mieszane uczucia. Wówczas denerwowała mnie jej uległość, ale gdy patrzę
na to teraz, dostrzegam, że dzięki temu tak bardzo zauważalna stała się jej
przemiana wewnętrzna, która rozpoczęła się już wtedy, a dopełniła w „Pandemonium”.
W tej części Lena sama o sobie mówiła, że stała się zupełnie inną osobą. Z
zastraszonej, skromnej, cichej i pokornej obywatelki przekształciła się w silną
i twardą wojowniczkę o wolność, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało,
tak właśnie było. Dopiero teraz w pełni doceniłam historię stworzoną przez
Lauren Oliver. Historię, która jest bardzo dobrze przemyślana i zaplanowana. W
niektórych seriach jest tak, że każda kolejna część różni się praktycznie tylko
tym co spotyka głównych bohaterów. Tutaj zmieniło się wszystko, nawet rozdziały
są inaczej skonstruowane. Książka została podzielona na następujące po sobie
rozdziały „Wtedy” i „Teraz”. Jest to o tyle ciekawy zabieg, że dodatkowo buduje
napięcie i zaostrza ciekawość czytelnika. Czytając, poznajemy naraz dwie
historie: "Wtedy" opowiada o pierwszych chwilach Leny w Głuszy, natomiast
„Teraz” o jej działalności w ruchu oporu.
„Pandemonium” to także zupełnie
nowi bohaterowie. Mamy tu na przykład Raven, młodą stanowczą przywódczynię
grupy mieszkańców Głuszy, do której trafia Lena; twardziela Tacka a także
Juliana, szefa młodzieżówki AWD (Ameryka Wolna od Delirii). To właśnie z tym
ostatnim splotą się losy głównej bohaterki.
I znowu wraca kwestia zakończenia
„Delirium”. Dla mnie było ono prawdziwym szokiem, zwłaszcza, że Aleksa bardzo
polubiłam. Myślę, że nikt nie spodziewał się takiego finału (brawa dla tego,
kto jednak się domyślił). Zupełnie nie pasowało mi do konwencji tego rodzaju
książek. Do tej pory pamiętam jak myślałam: „Co? To nie może być prawda! Ja w
to nie wierzę!” I wiecie co? Nie uwierzyłam. Po prostu nie przyjęłam tego do
wiadomości, nawet gdy zaczęłam już czytać „Pandemonium”. Hmm… nie wiem co mogę
napisać na temat zakończenia tej książki, bo najchętniej opowiedziałabym Wam dokładnie
ze szczegółami wszystko to, co wydarzyło się w drugiej połowie, a zatem żeby
Was przed tym uchronić, nie powiem nic. ;) Nie zdradzę, czy mi się podobało,
czy nie. Czy mnie zaskoczyło, czy nie. Chętnie pogadam o tym z kimś, kto ma już
tę książkę za sobą, ale wszystkim innym powiem tylko, że nie mogę doczekać się
kolejnej części, czyli „Requiem”. Niestety trochę trzeba będzie na nią
poczekać, bo jej premiera w USA zapowiedziana jest dopiero na 5 marca 2013. A
ja nie wiem jak wytrzymam do tego czasu…!
Gwoli ścisłości dodam tylko, że
bardzo mnie cieszy fakt, że wydawnictwo zdecydowało się odrobinę zwiększyć
czcionkę.
Czy potrzebne jest jeszcze jakieś
podsumowanie? Myślę, że wyraziłam się całkiem jasno. A jeśli nie to: polecam,
polecam i jeszcze raz polecam! :)
Cytat pochodzi ze strony 369.
Delirium
Delirium | Pandemonium | Requiem
Delirium | Pandemonium | Requiem
