Przebudzenie - Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Stron: 304
 

Życie młodej dziennikarki zmienia się z dnia na dzień gdy otrzymuje informację o tajemniczym i cennym spadku, przekazanym przez nieznanego sobie Anglika. Owym spadkiem okazuje się być ziemia położona nad samym jeziorem w małej mazurskiej wiosce, o bardzo burzliwej przeszłości. To zdarzenie wywołuje lawinę innych niespodziewanych i dziwnych wypadków. Zuzanna, której rodziny los nie oszczędzał, nagle musi stawić czoła historii swoich przodków sprzed lat, o których istnieniu wcześniej nie miała bladego pojęcia. Cały jej spokojny, acz monotonny świat nagle staje na głowie. Na dodatek okazuje się, że prawdopodobnie jest w niebezpieczeństwie, tylko jak można jemu zapobiec nie wiedząc kto jest wrogiem?

Zasiadając do lektury „Przebudzenia” miałam nadzieję na lekką, przyjemną i odprężającą lekturę. Spełniła moje oczekiwania z nawiązką. Bowiem powieść Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak naprawdę mnie zainteresowała i zaskoczyła. Czytając razem z Zuzanną próbowałam odkryć prawdę i zrozumieć to co się wokół niej działo. Dzięki szczegółowemu zapoznaniu z losami jej rodziny i jej własnymi stała się ona postacią z krwi i kości, taką, która ma nie tylko teraźniejszość ale i przeszłość. Spodobała mi się uwaga przywiązana do szczegółów sprzed lat, gdyż to sprawiło, że chwilami można było odnieść wrażenie jakby czytało się o perypetiach jakiejś rzeczywistej rodziny a nie tylko o wymyślonych przez autorkę postaciach. Zuzanna jak każdy ma swoje wady i zalety. Od śmierci babci mieszka sama, jest związana z mężczyzną, którego nie kocha a praca nie przynosi jej satysfakcji w dodatku gdzieś po drodze zagubiła sens życia. Mówiąc krótko: jnie jest kimś przesadnie wyjątkowym. Jednak za sprawą wspomnianego już wcześniej spadku, jej życie odmienia się diametralnie i wbrew przyjacielskim radom postanawia zgłębić swoją rodową historię powiązaną z tajemniczym, nieprzyjaznym pogańskim plemieniem. Poza tym muszę przyznać, iż nie spodziewałam się napotkać w tej książce na jakiś element zaskoczenia, a tu proszę: takich elementów było całkiem sporo, ale niczego nie zdradzę żeby czegoś przypadkiem nie zasugerować. Jednak nie mogę w tym momencie nie wspomnieć o zakończeniu, które kompletnie mnie zaskoczyło a nawet w pewnym sensie zaszokowało. Co jak co, ale takiego obrotu spraw nawet nie wzięłam pod uwagę lecz autorka tak pokierowała wypadkami, że w jednej chwili cała zagmatwana historia stała się jasna i klarowna. 

Jest to wprost idealna intrygująca lektura na wiosnę, do poczytania w pierwszych promieniach wiosennego słońca. Ja właśnie w ten sposób naprawdę miło spędziłam z nią czas. Nie spodziewałam się, że tak mnie wciągnie, co więcej gdy nastąpił koniec miałam ochotę na więcej. Akcja ani przez chwilę nie tkwi w miejscu a wydarzenia rozgrywają się w ciągu zaledwie kilku dni. Uroku tej książce dodają opisy przepięknych mazurskich pejzaży, które wzbudzają tęsknotę za ciepłem ale też przypominają o tym, że i przed nami już całkiem niedługo wyłoni się lato ;)

Dlatego już wiecie co macie robić, książka do ręki i marsz korzystać z pogody ;)
Copyright © 2014 sekrety książek , Blogger