Książki na Dzień Matki


Wielkimi krokami zbliża się Dzień Matki i chociaż powinniśmy doceniać nasze mamy każdego dnia, to właśnie tego dnia zasługują one na szczególne wyróżnienie. Nie potrafiłabym w kilku zdaniach ująć wszystkiego, co zawdzięczam mojej mamie. Wy pewnie też tak macie? To ona zawsze najbardziej się o mnie troszczyła i troszczy nadal. Zajmuje się wszystkimi na około i często zapomina o chwili dla siebie. Książki pozwalają na chwilę oderwać się od codzienności, zanurzyć w innej rzeczywistości. I właśnie taki prezent pragnę zafundować mojej mamie. Podoba Wam się taki pomysł? Waszym mamom też taką przyjemność sprawia czytanie? Właśnie dlatego postaram się jak najlepiej potrafię pomóc Wam w doborze lektury, którą Wasze mamy powinny przeczytać i która je pozytywnie zaskoczy.

Mama romantyczka
Czy Wasza mama najchętniej zatrzymuje się przed telewizorem, gdy na ekranie pojawia się Bridget Jones? Z pewnością ucieszy się z literatury obyczajowej, lub konkretniej romansów (spokojnie, romans to nie tylko „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a”!). Tutaj: http://lubimyczytac.pl/ksiazki/k/51/literatura-obyczajowa-i-romans znajdziecie sporo tytułów, które mogą się sprawdzić. Od siebie zdecydowanie poleciłabym książki Nicholasa Sparksa – każda jest na swój sposób wyjątkowa i chwyta za serce. Jeżeli Wasza mama nie czytała jeszcze klasyka, jakim jest „Pamiętnik” – na pewno będzie to strzał w dziesiątkę!

Mama detektyw
A może Wasza mama jest przeciwieństwem romantyczki i bardziej niż miłosne perypetie interesują ją kryminalne intrygi i zagadki do rozwikłania? Nie przejdzie obojętnie obok samo pustoszejącej lodówki lub rozlanego soku na ukochanej poduszce? W tej sytuacji doskonale sprawdzą się książki sensacyjne i kryminalne Harlana Cobena lub Dana Browna. A może przyda im się odrobina adrenaliny podczas lektury „To” Stephena Kinga? Wasze mamy z pewnością poczują dreszczyk emocji czytając te książki!

Mama coach
Wasza mama chętnie doradza Wam w kwestiach życiowych? Zaraża pozytywną energią i pragnie inspirować wszystkich dookoła do pełniejszego, szczęśliwszego życia? A może wręcz przeciwnie, zmaga się z problemami dnia codziennego i sama potrzebuje otuchy? Aktualnie na rynku jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne pozycje literatury motywującej, ja jednak polecę Wam „Jesteś cudem” Reginy Brett, której prostota ma większą siłę wyrazu niż tysiąc wydumanych porad.
Mam nadzieję, że udało mi się Wam pomóc, któraś z polecanych przeze mnie książek zainteresowała Was i już wiecie po co udać się do księgarni. Wasze mamy z pewnością to docenią! Zapytacie, jaką dobrą książkę ja wybrałam dla mojej mamy. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie wybrałam… Jak to mówią szewc bez butów chodzi! Może w zamian to Wy polecicie mi coś od siebie? ;)

Ten jeden rok - Gayle Forman

Ten jeden rok - Gayle Forman

Tak jak się spodziewałam, ciekawość zwyciężyła i mimo mieszanych uczuć po lekturze „Ten jeden dzień”, zdecydowałam się sięgnąć po kontynuację. Całe szczęście, że tak się stało, bo „Ten jeden rok” zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. 

Tym razem historię poznajemy z punktu widzenia Willema. Dowiadujemy się jak potoczyły się jego losy po tym jak pozornie porzucił Allyson w Paryżu. A co najważniejsze dowiadujemy się więcej o nim samym, o jego życiu, przeszłości  i motywach, które nim kierują. 

Już po przeczytaniu kilku stron, poczułam, że ta książka różni się od poprzedniej i tym samym bardziej trafia w mój gust. Prawdopodobnie największe znaczenie ma tutaj osoba narratora. Chyba nie szczególnie polubiłyśmy się z Allyson. Historia opowiedziana przez nią nie miała w sobie czegoś wyjątkowego, brakowało mi tam głębi. Nie potrafiłam wczuć się w jej sytuację. Jej problemy wydawały mi się błahe. Jej przeżycia do mnie nie przemawiały. Za to już od początku dużo ciekawszym bohaterem był dla mnie tajemniczy Willem. Nic więc dziwnego, że cieszyła mnie jego obecność wypełniająca każdą stronę „Tego jednego roku”. Jego osobowość była o pełniejsza i ciekawsza. Wiele przeszedł w życiu, a jego emocje nie budziły we mnie wątpliwości. On sprawił, że inaczej spojrzałam na całą tę historię i dopiero teraz tak naprawdę dostrzegłam jej urok. Nawet sama Allyson, wydała mi się ciekawszą postacią z jego punktu widzenia.  Jeśli właśnie takie było główne założenie autorki; jeśli poprzez podzielenie tej historii na części w taki, a nie inny sposób, chciała w pełni przedstawić jej złożoność - jestem pod wrażeniem. W miarę upływu stron bowiem, dowiadujemy się coraz to nowych szczegółów i detali, które rzucają inne światło na wydarzenia tego szczególnego dnia w Paryżu. 

Podczas lektury „Tego jednego roku” uderzyło mnie to, w jak oczywisty sposób historia głównych bohaterów pokazuje, że nic nie jest czarne albo białe. Bardzo często zbyt szybko osądzamy innych i wyciągamy pochopne wnioski. Nie wiedząc wszystkiego, dopowiadamy sobie różne rzeczy. Jakby tego było mało, życie lubi płatać nam figle. Rzuca nam pod nogi przeszkody, wprowadzając zamęt. Historia Allyson i Willema pełna jest rozmaitych przeciwności losu, zbiegów okoliczności i niefortunnych wydarzeń. Okazuje się, że choć bohaterów oddziela od siebie ocean i choć obydwoje z różnych powodów są przekonani, że to drugie może w ogóle nie chcieć ich znać - szukają się nawzajem. Choć znają się zaledwie jeden dzień i choć ich uczucia na pozór wydają się niedorzeczne, nie potrafią o sobie zapomnieć. 


 Czasem nie wiemy, że czegoś chcemy, póki to coś nie zniknie. Czasem wydaje nam się, że czegoś chcemy, nie rozumiejąc, że już to mamy.

„Ten jeden rok” jest dla mnie niezaprzeczalnie lepszą książką, niż „Ten jeden dzień”, mimo iż pozornie opowiada tę samą historię. To w pierwszej części został w pełni przedstawiony dzień, który połączył dwójkę głównych bohaterów, jednak wydaje mi się, że nic bym na tym nie straciła, gdybym pominęła jej lekturę i od razu przeszła do drugiej części. Autorka w umiejętny sposób przypomina najważniejsze szczegóły, dodając nowe, przez co tym razem nareszcie wszystko tworzy zgrabną całość. Może się mylę, bo trudno wymazać z pamięci szczegóły, których dowiedziałam się podczas lektury „Tego jednego dnia”, ale myślę, że przeczytanie tylko drugiej części mogłoby być nawet ciekawsze. Przynajmniej nie dziwiłaby mnie wtedy fascynacja Willema osobą Allyson, której w „swojej” części nie udało się przekonać mnie o tej swojej rzekomej wyjątkowości. Nie mam pojęcia gdzie podziała się moja kobieca solidarność! :D

Myślę, że nawet te osoby, które poprzednio czuły się niespecjalnie przekonane, mogą zastanowić się nad sięgnięciem po „Ten jeden rok”. Oczywiście, nie jest to żadne arcydzieło, ale z pewnością dobra książka, którą przyjemnie się czyta. A historia w niej zawarta pełna jest niuansów, które tylko zachęcają do dalszego czytania. Ja w końcu czuję się usatysfakcjonowana opowieścią, która od początku zdawała się posiadać potencjał, jednak wcześniej nie spełniła moich oczekiwań. Jak dla mnie "Ten jeden rok" jest powieścią dojrzalszą i być może właśnie dlatego tym razem dostrzegłam w niej to, czego brakowało mi poprzednio. Dopiero teraz urzekło mnie przypadkowe spotkanie głównych bohaterów. Dopiero teraz im go pozazdrościłam ;)

Nie da się czegoś znaleźć, kiedy się tego szuka. Znajdujemy rzeczy, kiedy się za nimi nie rozglądamy.

"Fragile" pismo kulturalne

"Fragile" pismo kulturalne

Dzisiaj wyjątkowo mam Wam do zaprezentowania nie książkę, a czasopismo. „Fragile” to niekomercyjne pismo kulturalne, którego najnowszy numer poświęcony jest kwestii warsztatu. Autorzy tekstów zastanawiają się nad jego rolą w procesie twórczym, próbują m.in. odpowiedzieć na pytanie co jest ważniejsze; warsztat czy pomysł i kreatywność.


Pismo dotyka każdego z aspektów kultury - muzyki, filmu, sztuki, literatury i teatru, dlatego każdy miłośnik kultury z pewnością znajdzie tutaj coś dla siebie. 

Na plus zasługuje także oprawa graficzna, która choć prosta i minimalistyczna, przykuwa uwagę, a zamieszczone zdjęcia i ilustracje są świetnym uzupełnieniem treści. Całość prezentuje się naprawdę profesjonalnie.


Jeśli szukacie jakiegoś oryginalnego i świeżego pisma, może powinniście sięgnąć właśnie po „Fragile” ;)

Copyright © 2014 sekrety książek , Blogger