Serce w chmurach - Jennifer E. Smith
Tytuł oryginału: The Statistical Probability of Love at First Sight
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 222
Miłość od pierwszego wejrzenia. Czy istnieje tylko na kartach książek i w filmach? Często pragniemy wierzyć, że gdzieś tam w świecie jest ktoś na kogo czekamy i kto czeka na nas, aż pewnego dnia nasze drogi się przetną. Chcemy wierzyć w zbiegi okoliczności. Gdy moje marzycielskie „ja” wypatrzyło książkę o romantycznym tytule „Serce w chmurach” od razu postanowiło, że musi ją przeczytać i muszę wam przyznać, że dobrze zrobiło.
Cztery minuty. Tylko tyle
wystarczy, żeby zmienić życie Hadley. Gdyby nie spóźniła się na samolot, nawet
nie zdawałaby sobie sprawy z istnienia kogoś takiego jak Oliver. Rozgoryczona punktualnie
dotarłaby na ślub ojca, z którym nie ma najmniejszej ochoty się zobaczyć, ani
poznawać jego nowych znajomych a już na pewno nie nowej żony, której sam dźwięk
głosu przez telefon przyprawia ją o ból głowy. Jest przekonana, że będzie to
najgorszy dzień w jej życiu. Pragnie tylko zaliczyć co trzeba i wracać jak
najszybciej do domu. Jednak Hadley spóźnia się na samolot zaledwie o cztery
minuty i nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo dzięki temu zmieni się jej
życie w przeciągu następnych 24 godzin.
Rodzice Hadley rozstali się dwa
lata temu. Ojciec początkowo wyjechał do Anglii tylko do pracy, jednak gdy
poznał Charlotte został tam na stałe. Hadley do tej pory mu tego nie wybaczyła.
A pierwsza w życiu wizyta w Londynie, bynajmniej nie zachwyca jej w takich
okolicznościach. W dodatku nie lubi latać z powodu swojej klaustrofobii. Na
lotnisku spotyka jednak chłopaka, Brytyjczyka, który przypadkiem ma w samolocie
miejsce obok niej. Czeka ich więc siedmiogodzinny lot w swoim towarzystwie.
Nie wszystko musi mieć sens. (…) Miłość to najdziwniejsza, najbardziej nielogiczna rzecz na świecie.
Jennifer E. Smith wykonała kawał
dobrej roboty, tworząc powieść, której akcja zamyka się w ciągu dwudziestu
czterech godzin. Roztacza przed czytelnikiem słodko-gorzką niezwykle
romantyczną historię, która przeplata się z problemami rodzinnymi głównych
bohaterów. Ktoś może nazwać tę książkę romansidłem, może powiedzieć, że jest
mdła. Ale to nieprawda. Historia jest świeża, lekka i chwytająca za serce. Jest
pożywką dla marzeń. Ja nigdy jeszcze w swoim życiu nie miałam okazji lecieć
samolotem, ale po lekturze „Serca w chmurach” obawiam się, że gdy ten moment wreszcie
nastąpi uparcie będę czekać aż zza rogu wyłoni się taki Oliver i zaoferuje
pomoc w prowadzeniu walizki ;)
Przyznam, że czytałam tę książkę
z uśmiechem na ustach. Bohaterowie są zwykłymi ludźmi, których naprawdę chciałoby
się poznać. Hadley jest sympatyczna, a Oliver czarujący. Bardzo spodobała mi
się szczerość i niewymuszoność podczas ich wielogodzinnej rozmowy w samolocie. Autorka nie skupiła się tylko i
wyłącznie na miłości. Czytając, zapoznajemy się z historią rodziny Hadley.
Jesteśmy świadkami jej przemyśleń na temat ojca. Jej rodzice na nowo ułożyli
sobie życie, tylko ona ciągle stara się to wszystko sobie jakoś poukładać.
-Wiedziałaś, że ludzie, którzy spotykają się przynajmniej trzy razy w ciągu dwudziestu czterech godzin, maja o dziewięćdziesiąt osiem procent większe szanse na ponowne spotkanie?
„Serce w chmurach” na pewno będę
mile wspominać. To historia przypadkowej miłości, która mimo, że istnieje tylko
na kartach książki, pokazuje, że wszystko jest możliwe. Dodam jeszcze, że
czytając pomyślałam, iż fajnie byłoby zobaczyć ją w filmie. Moim zdaniem, to gotowy
scenariusz na film, taki ciepły, ku pokrzepieniu. Wystarczy dobrać muzykę,
właściwych aktorów i gotowe! Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy brakuje w
kinie tego typu dobrze zrealizowanych filmów. Ale to oczywiście tylko takie
moje przemyślenia. A wracając do książki, szczególnie polecam ją wszystkim
marzycielom i romantykom. Na pewno się nie zawiedziecie. :)
Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 158 i 222
