Syrena - Tricia Rayburn
Tytuł oryginału: Siren
Seria: Syreny
Część: 1
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Część: 1
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Stron: 360
Wakacje jak każde inne.
W jednej chwili zamieniają się w koszmar.
Vanessa i Justine Sands wraz z rodzicami jak co roku spędzają je w domku nad jeziorem. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego dopóki pewnego wieczora Justine nie udaje się skoczyć do oceanu z pobliskiego urwiska. Nic wielkiego, robiła to mnóstwo razy. Jednak następnego ranka jej martwe ciało zostaje znalezione wyrzucone przez wodę na brzeg… Vanessa nie przyjmuje do siebie wiadomości, że to co przydarzyło się jej ukochanej, starszej siostrze było zwykłym wypadkiem. Na dodatek przypadkiem dowiaduje się o Justine czegoś o czym nie wiedziała, choć była pewna, że zna swą siostrę lepiej niż ktokolwiek inny. Pod wpływem impulsu postanawia wrócić do Winter Harbor. Pragnie dowiedzieć się czegoś więcej na temat jej śmierci od jednego z braci, częstych towarzyszy ich letnich wypadów, mieszkających w sąsiedztwie ich domku, z którym jej siostrę łączyło coś więcej niż zwykła przyjaźń. Na miejscu okazuje się, że nie wyjaśniając powodów, Caleb nagle zniknął. Dziewczyna decyduje się pomóc jego starszemu bratu Simonowi w poszukiwaniach, gdy tymczasem w okolicy zostaje znalezione na plaży ciało mężczyzny zastygłego w uśmiechu…
Gdy pierwszy raz przeczytałam opis tej książki coś sprawiło, że zapragnęłam ją przeczytać. Jednak gdy wreszcie się za nią zabrałam, postarałam się podejść do niej kompletnie bez żadnych oczekiwań. Założyłam, że ma ona sama mnie do siebie przekonać i żeby rozwiać wszelkie wątpliwości już na samym początku: jak najbardziej obroniła się. Chociaż po lekturze pierwszych stron nie byłam jakoś szczególnie przekonana, nie miałam ochoty odkładać jej na bok. Gdy tylko przechodziłam obok niej, moje spojrzenie kierowało się ku niej i coś mnie kusiło żeby wziąć ją do ręki i czytać nawet gdy miałam akurat co innego do zrobienia. Im bardziej się w nią zagłębiałam tym bardziej mnie wciągała. Na początku bohaterowie nie zrobili na mnie specjalnego wrażenia jednak potem polubiłam ich i z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój wypadków z ich udziałem.
Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia Vanessy, która czasami delikatnie irytuje swoimi przemyśleniami jednak mimo wszystko całkiem nieźle się spisała jako narratorka i po przeczytaniu „Syreny” jestem ciekawa dalszych jej losów. Polubiłam za to braci Carmichealów i Betty. Z kolei negatywne postaci również były bardzo dobrze wykreowane. Budziły dziwne odczucia, irytowały i ciekawiły zarazem. I tu chyba właśnie tkwi sekret tej książki. Tajemnicza aura, którą jest owiana i ciekawa fabuła. Autorka wytworzyła w swojej powieści świetną chwilami wręcz groteskową atmosferę. Czytając naprawdę dało się odczuć klimat niewielkiego letniskowego miasteczka jakim było Winter Harbor i z tym większą ciekawością czekało się aż Vanessa i Simon wpadną na jakiś nowy trop. Niektóre z ich odkryć były naprawdę zaskakujące wbrew niezwykle wymownemu tytułowi książki, dzięki któremu na pierwszy rzut oka domyślić się można jaka będzie tematyka. Jednak nadal pozostają pytania typu: Kto? Kiedy? Dlaczego? Na które systematycznie poznajemy odpowiedzi, czytając. Nie wszystko od razu staje się jasne. Poza tym ostatnimi czasy opowieści o syrenach są raczej rzadkością więc ta książka stanowi swego rodzaju powiew świeżości i miłą odmianę w gronie powieści paranormal romance.
Jeżeli chodzi o zakończenie, będę szczera i powiem, że nie w pełni mnie ono usatysfakcjonowało. Liczba stron do przeczytania skończyła się zbyt szybko i w nie odpowiednim momencie. I nie mówię tu o tym, że autorka pozostawiła jakieś niezakończone wątki, bo akurat w tej kwestii nie mam nic do zarzucenia. Po prostu spodziewałam się, że akcja zakończy się trochę później dzięki czemu miałabym jakiś pogląd na to czego mogę spodziewać się w następnej części. Z drugiej jednak strony taki zabieg można uznać za zaletę bo z pewnością sprawia, że ma się ochotę czym prędzej sięgnąć po drugą część.
Mówiąc krótko, polecam. Słowa, które zostały napisane na jej okładce czyli „tajemnicza, romantyczna, pełna grozy" są jak najbardziej słuszne. Kto lubi tego typu historie z pewnością nie zawiedzie się.

